Wykonało się

Słowo Szóste

J 19, 30 
Zbliża się godzina trzecia. Słońce ze wstydu zasłoniło swą twarz i nadeszła ciemność jakby piekielna, by opłakiwać Kalwarię. Albowiem Pan, przez którego „wszystko... się stało” (J 1, 3), wisi bezradnie rozpięty pomiędzy niebem a ziemią, stworzoną Jego ręką. A z Jego spieczonych ust wydobywa się ciche stwierdzenie: „Wykonało się”

(J 19, 30). 

 

Co się wykonało? Czy jest to tylko westchnienie wdzięczności: „Nareszcie po wszystkim - nie będzie już bólu, nie będzie już krwi”? Nie, wcale nie. Zatem, co się wykonało? No cóż, wszystko to, czego miał dokonać Syn Boży, przyjmując ciało. Eden został pochłonięty przez Kalwarię, Adam przez Chrystusa, Ewa przez Maryję, grzech przez zadośćuczynienie. Tak jak św. Paweł przedstawił to chrześcijanom w Rzymie: tak jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka, pierwszego człowieka, Adama, cała ludzkość została odłączona od Boga, tak przez posłuszeństwo jednego człowieka, Jezusa Chrystusa, wszyscy ludzie staną się prawi, grzesznicy staną się sprawiedliwi, winni staną przed Bogiem oczyszczeni, niewinni (por. Rz 5, 19). Jest to spełnienie obietnicy Jezusa: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). „Teraz”, obiecał Jezus, „władca tego świata [szatan] zostanie precz wyrzucony” (w.31). Jego misja powierzona przez Ojca została teraz zakończona. 

Gdzie zostało wykonane dzieło Jezusa, Jego misja zakończona? Tutaj? Na krzyżu? Gdy gwoździe przebijały Jego ręce i nogi? Gdy żołnierze rzymscy rzucali losy o Jego szaty? Gdy szydzący tłum potrząsał Mu w twarz pięściami, wyzywając Go, by zbawił sam siebie? Gdy miał łotra po prawej stronie i łotra po lewej? Porzucony przez większość swych przyjaciół, a na pozór także przez swego Ojca? Tak, jeśli kiedykolwiek potrzeba by było dowodu, że drogi Boże nie są naszymi drogami, dowód ten promieniuje jak snop światła z ciemności Kalwarii. Najbardziej niewiarygodna miłość w historii świata spełnia się w najbardziej okropnej zbrodni. 

Dlaczego dzieło Jezusa zostało tutaj wykonane? Po co, jak mógłby powiedzieć to Judasz, to marnotrawstwo? Dlaczego Syn Boży nie mógł był pomyśleć o mniej kosztownym odkupieniu niż Kalwaria? Oczywiście, mógł był. Mógł był odkupić nas w Betlejem przez to tylko, że się narodził. W Nazarecie, przez jeden akt posłuszeństwa wobec Józefa. Na pustyni, przez jedno uczucie bólu z głodu. W Getsemani, przez jedną kroplę krwawego potu. Przez słowo: „Wasze grzechy są odpuszczone”. Skąd zatem to marnotrawstwo?

 

II 

Zaiste to tajemnica; albowiem miłość Boża wymyka się nasze ziemskiej inteligencji. Jednakże może 1 List św. Piotra rzuca nić światła: „Chrystus również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami” (1 P 2, 21). Potrzeba nam nie tylko Bożego przebaczenia dla naszej grzeszności; potrzeba nam przykładu Chrystusa dla naszego codziennego życia. Potrzeba nam krucyfiksu na naszych ścianach i w naszych sercach, jeśli mamy żyć tak, jak nas pierwotnie ukształtowano, na obraz i podobieństwo Boże; jeśli mamy połączyć Boże przebaczenie z utrapieniami i mękami ludzkiego życia; jeśli nie mamy naśladować bratobójcy Kaina i pytać nieczule Boga: „Czyż jestem stróżem brata mego [i siostry mojej]?” (Rdz 4, 9); jeśli mamy nie dać się uwieść bezwzględnemu indywidualizmowi, który mówi, że ponosimy ostateczną odpowiedzialność wobec nas samych, ponieważ w ostatecznym rozrachunku każdy z nas jest samotny. 

Aby kochać tak, jak kochał Jezus, musieliśmy zobaczyć Bożą miłość w naszym ciele. Na własne oczy musieliśmy zobaczyć ten rodzaj miłości, który nas przebóstwia. Musieliśmy zobaczyć, jak Syn samego Boga rodzi się tak, jak my się rodzimy, dorasta, jak my dorastamy, jest głodny tak, jak my jesteśmy głodni, bezdomny i znienawidzony, przyjaciel grzeszników i wyrzutków społeczeństwa, jak przytula małe dzieci i dotyka odtrąconych trędowatych, troszczy się o wszystkich bez względu na to, jak wyglądają, jak swoim życiem objawia, co to znaczy kochać Boga ponad wszystko i kochać zwłaszcza te siostry i braci, którym się gorzej powodzi tak, jak to my bylibyśmy na ich miejscu. A Bóg wyraźnie uważał, że najlepiej możemy się nauczyć, jak kochać, jeśli przyłączymy się do Matki Jezusa pod krzyżem i po prostu... popatrzymy. 1 List św. Jana mówi wszystko w jednym zdaniu: „Po tym poznaliśmy miłość, że On [Jezus] oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci” (1 J 3, 16). 

Widzicie, naprawdę dzieło Jezusa nie zostało zakończone. Nie zostało zakończone tak długo, jak długo pozostanie na ziemi choć jedna kobieta lub mężczyzna. Zbawienie nie odbywa się jak za przyciśnięciem guzika. Z powodu Kalwarii, zbawienie jest naprawdę tu i teraz, w każdym wieku, w każdej chwili. Mimo całej nienawiści i przemocy, które nas otaczają, świat od czasu Kalwarii jest inny. Łaska, Boża przychylność i miłość, jest powietrzem, którym oddychamy. Jednakże łaska musi być dana każdemu mężczyźnie i kobiecie przychodzącej na świat. Musi być dana tobie i mnie, a poprzez ciebie i mnie mężczyznom i kobietom, z którymi mamy zaszczyt się spotkać. Zaiste zaszczyt; bowiem to jest nasz udział w odkupieńczej miłości, która swój szczyt osiągnęła na Kalwarii.

 

III 

Co zatem? Świadomość i postanowienie. Świadomość? U przebitych stóp Jezusa nie muszę się obawiać, że będę szedł sam, że Jezus tak naprawdę nie rozumie, przez co muszę przejść, że łatwo mu powiedzieć: „Weź swój krzyż”. Nie, każdy mój krzyż jest krzyżem Jezusa; On zaniósł go na Kalwarię; teraz niesie go ze mną. 

Postanowienie? Jeśli nie zostałem powołany, by umrzeć za me siostry i braci, mogę przynajmniej dla nich żyć. To chyba mistyk Sufi zapytał Boga, dlaczego czegoś nie zrobił dla nieszczęsnych tego świata. Bóg miał odpowiedzieć: „Zrobiłem. Stworzyłem ciebie”. Muszę żyć dla ukrzyżowanych obrazów Chrystusa, albowiem dzieło, które Jezus przyszedł wykonać, może być dokończone tylko poprzez ciebie i mnie. W tym zadaniu nie jesteśmy sami. Jesteśmy członkami ciała, które św. Paweł nazwał „Ciałem Chrystusa” (1 Kor 12, 27). W tym ciele nikt, z papieżem włącznie, nie może powiedzieć do drugich: „Nie potrzebuję was” (w. 21). Paweł powiedział nam bez ogródek: „gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki” (w. 26).

Z prawdziwym entuzjazmem polecam wam obraz głoszony przez prezbiterianina Fredericka Buechnera. Porównał on ludzkość do ogromnej pajęczyny. 
Jeśli się jej gdziekolwiek dotknie, całą wprawia się w drżenie... Gdy poruszamy się po tym świecie i postępujemy, być może, z dobrocią, lub z obojętnością, lub z wrogością, wobec ludzi, których spotykamy, my również wprawiamy tę wielką pajęczynę w drżenie. Życie, którego dotykam w dobrym lub złym celu, dotknie innego życia, a to z kolei jeszcze innego, aż kto wie, gdzie to drżenie się zatrzyma lub w jakim odległym miejscu i czasie zostanie odczuty mój dotyk. Nasze życia są połączone. Żaden człowiek nie jest wyspą... 

Musicie pogłębić tę myśl. Przypomnijcie sobie, że to Bóg daje pomnożenie. Katolicka wiara w „obcowanie świętych” jest porywającym przekonaniem: Kościół na ziemi, Kościół w niebie, Kościół w czyśćcu, nie jesteśmy sami, osamotnieni. Jest to jedna olbrzymia wspólnota złączona niewyczerpaną łaską, która płynie od Chrystusa i krzyża. Ty i ja nie możemy uczynić niczego, co by nie było odczute, co by nie zadrgało gdzieś indziej w Ciele Chrystusa, być może w całym Ciele. 

Żyjąc tym przekonaniem, drodzy przyjaciele, wy i ja będziemy w stanie na naszej własnej ostatniej kalwarii mówić cicho z Chrystusem do Ojca: „Praca, którą mi zleciłeś - została wykonana”.