Skip to main content

CYWILIZACJA MIŁOŚCI

 

„Całej Europie należałoby życzyć, by urzeczywistniała się w niej cywilizacja miłości, płynąca z ducha Ewangelii i jednocześnie głęboko humanistyczna. Odpowiada ona głębokim potrzebom i pragnieniom człowieka – także w społecznym wymiarze jego bytowania. W tym wymiarze cywilizacja miłości oznacza taką formę współżycia między narodami, przez którą Europa stałaby się rzeczywistą rodziną narodów. (…) Już czas, byśmy zaczęli myśleć o przyszłości Europy nie z pozycji siły i przemocy, nie z pozycji przewagi gospodarczej czy własnych korzyści, ale z punktu widzenia cywilizacji miłości”. (Jan Paweł II, 19. 11. 1980, przemówienie pożegnalne, lotnisko pod Monachium)

«Chrześcijanie, pomni na słowa Pańskie: 'Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu' (J 13, 35), nie mogą niczego goręcej pragnąć, niż żeby ludziom dzisiejszego świata służyć coraz wielkoduszniej i skuteczniej». (Jan Paweł II, Gaudium et spes, 93)

„Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe «dziś» winno więc zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. «Krzyk i wołanie biednych» domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wezwani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności. Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy «krzyk biednych». Starajmy się usłyszeć to wołanie”.(Ełk, 8 czerwca 1999)

„Tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (por. J 13, 35; Mt 25, 31-46). To właśnie jest kryterium, wedle którego będzie mierzona autentyczność naszych celebracji eucharystycznych”. ( Jan Paweł II, Rzym, 7 listopada 2004).

 

MANIFEST CYWILIZACJI MIŁOŚCI

 

Tak się składa, że 100. urodziny Jana Pawła II obchodzimy w czasie pandemii, która ujawniła niezwykłą kruchość materialnego świata, ludzkich planów i strategii rozwoju. Toteż, za przykładem i wstawiennictwem św. Jana Pawła II, jako wielkiego animatora i promotora „cywilizacji miłości” pragniemy inwestować w inny, lepszy świat wierząc, że prawdziwy postęp, i to w każdej dziedzinie, nie dokona się jeśli będą lekceważone prawa Boże, w myśl słów Jezusa: „beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Niech więc miłość, która jest tęsknotą każdego ludzkiego serca, niezależnie od pochodzenia, światopoglądu i statusu społecznego, przenika coraz bardziej wszystkie dziedziny życia.

 

Aby przywrócić Boży ład i panowanie Boskiego prawa miłości w świecie:

1. Pragniemy pogłębiać osobistą relację z Bogiem - źródłem miłości, poprzez codzienne czytanie i medytowanie Jego Słowa, aby szukać Jego woli na każdy dzień, rozeznawać własne posłannictwo i przynosić owoce. „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa Moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie”. (J 15,7-8)

2. Pragniemy realizować pierwszy Testament Jezusa, wypowiedziany w Modlitwie Arcykapłańskiej, nawołujący do jedności i miłości posuniętej do ofiary z życia. Ta szczególna jedność i miłość uczniów Chrystusa ma być najmocniejszym świadec- twem i znakiem rozpoznawczym dla świata. Pragniemy też skorzystać z „recepty na miłość bliźniego” jaka jest zawarta w „ABC Krucjaty Miłości” kard. S. Wyszyńskiego.

„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. (J 15, 12-13)

„Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.” (J 17, 21)

3. Pragniemy realizować drugi Testament Jezusa, wypowiedziany na Krzyżu: „Niewiasto, oto syn Twój (…), oto Matka twoja (J 19,26b-27a). poprzez uroczyste przyjęcie Maryi jako Matki i Królowej (złożenie Aktu Zawierzenia poprzedzone przygotowaniem) i stałe odnawianie tego zawierzenia, by stać się prawdziwym „Szaleńcem Niepokalanej” i być jak Jan Paweł II, św. Maksymilian, kard. Wyszyński cały Jej - „Totus Tuus”. Chcemy oddawać Maryi wszystkie nasze intencje, aby je oczyszczała i powierzać sprawy, które nas przerastają, aby to Ona się nimi zajęła.

4. Pragniemy żyć duchem zawierzenia na co dzień i zachęcać do tego innych, jak również wypowiadać spontaniczne akty zawierzenia ludzi, miejsc i sytuacji, w których Bóg nas postawi.

5. Pragniemy starać się o osobistą świętość i czystość serca, aby przyciągać czystość innych. Będziemy wspierać i propagować Ruch Czystych Serc i wszelkie inicjatywy broniące czystości. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 19,2) „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8)

6. Jako ludzie Nowego Przymierza pragniemy żyć Ośmioma Błogosławieństwami, czyli wiarą heroiczną, bo tylko taka może zmienić świat i tylko taka jest godna chrześcijanina. Główną formą budowania „cywilizacji miłości” ma być ofiarna, pokorna służba bliźniemu, na wzór Jezusa umywającego uczniom nogi, gdyż nie ma miłości bez służby.

7. Pragniemy żyć w karmelitańskim duchu Małej Drogi św. Teresy z Lisieux (droga dziecięctwa duchowego) i w duchu ubóstwa i prostoty Nazaretu. Pragniemy w szkole Maryi uczyć się kontemplacji i wracać do serca.

8. Pragniemy „tracić czas” dla Boga (obecny kryzys wiary wynika z kryzysu modlitwy) i dla bliźniego (uczynki miłosierdzia), by w nas i wokół nas pomnażać miłość, w myśl słów kardynała Wyszyńskiego, że „czas to miłość”. Zakotwiczyć się w „tu i teraz” pamiętając, że „dosyć ma dzień swojej biedy”(wyzbyć się tzw. „pustych przebiegów”, czyli czasu źle wykorzystanego, straconego, czasu „bez miłości”)

9. Pragniemy żyć duchem zadośćuczynienia za grzechy swoje i innych i jak najczęściej (np. w Godzinie Miłosierdzia) podejmować modlitwę (Koronka, Różaniec, Droga Krzyżowa) akty pokutne (np. post w ramach „Kręgów”) ze świadomością potrzeby ratowania dusz grzeszników, szczególnie umierających bez pojednania z Bogiem (prośba Matki Bożej w Fatimie, słowa Jezusa do św. Siostry Faustyny)

10. Pragniemy regularnie przystępować do Sakramentów świętych, codziennie uczestniczyć w Eucharystii, która jest źródłem wszelkiej jedności, a także w Adoracji, aby czerpać miłość Chrystusa i nieść Go (a nie siebie!) bliźnim. Pragniemy zamieniać się w Chrystusa, by także w nas wypełniły się słowa św. Pawła: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Chcemy też modlić się za Kościół i kapłanów, bez których nie będzie Eucharystii i innych sakramentów.

11. Pragniemy wspierać i otaczać troską rodzinę, gdyż to głównie na rodzinie, jako wspólnocie życia i miłości, spoczywa odpowiedzialność tworzenia cywilizacji miłości. Pragniemy kształtować w dzieciach i młodzieży wrażliwość na drugiego człowieka, wychowywać ich do czystości i patrzenia na świat sercem - „Im czystsza będzie rodzina, tym zdrowszy będzie naród” (Jan Paweł II, Łowicz 1999)

12. Pragniemy przeciwstawiać „cywilizacji śmierci” inicjatywy „cywilizacji życia”, broniąc życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także chronić środowisko naturalne i propagować zdrowy styl życia zgodny z naturą.

13. Na wzór św. Matki Teresy z Kalkuty pragniemy wsłuchiwać się w Jezusowe „Pragnę” z Krzyża i spełniać je poświęcając się coraz bardziej dla bliźnich w myśl słów: „Chcę raczej miłosierdzia, niż ofiary” (Mt 9, 13). Pragniemy dawać Jezusowi „dusze” i miłość, a także napełniać się Jego Miłością. (zaangażowanie apostolskie, włączenie się w Nową Ewangelizację, pokorna służba i modlitwa)

14. Kontemplując totalne ogołocenie i osamotnienie Jezusa na Krzyżu (duchowość Chiary Lubich i bł. Chiary „Luce” Badano) wyrażone w słowach: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił” (Mk 15, 34) pragniemy szukać ludzi samotnych, ludzi pogrążonych w grzechu i wszelkich duchowych i moralnych biedach, by ich pocieszać, prowadzić ku światłu, leczyć ich rany i włączać do wspólnoty.

15. W myśl słów Jana Pawła II, że „człowiek współczesny chętniej przyjmuje przesłanie miłości od świadków niż od nauczycieli (por. Evangelii nuntiandi, 41), pragniemy być radosnymi świadkami Chrystusa Zmartwychwstałego, aby podnosić poziom nadziei w świecie i swym radosnym świadectwem życia przyciągać innych, głosić Dobrą Nowinę i „nastawać w porę i nie w porę”, nie dając się zniechęcić.

16. „Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli” – to zdanie Jan Paweł II wskazał jako najważniejsze dla niego w całej Ewangelii. Pragniemy więc za Jego świętym wstawiennictwem służyć Prawdzie, która jedynie wyzwala, pragniemy z naszym Papieżem prosić o nowe wylanie Ducha Prawdy i Miłości na Polskę, na Europę, na świat, aby ten ogień, który Chrystus przyszedł rzucić na ziemię, wreszcie zapłonął: „Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”

 

Kochany Janie Pawle II, w dniu Twoich setnych urodzin stajemy przed Tobą ufni, że patrzysz na nas teraz swoimi miłosiernymi oczami z Domu Ojca i słuchasz naszych życzeń, płynących z ziemi, z polskiej ziemi, którą tak bardzo umiłowałeś.

Dziękujemy Ci za Twoją świętość i zachętę, abyśmy sami pragnęli świętości, która jest jedyną miarą chrześcijańskiego życia. Ty sam pokazałeś nam świętość w wymiarze heroicznym i bezkompromisowym w służbie Prawdzie, która jedynie wyzwala, bo do wolności wyswobodził nas Chrystus. Ucz nas takiej postawy!

Składamy u Twoich stóp pragnienie spełnienia Twojego pragnienia – zjednoczenia w jedno nie tylko chrześcijan, ale całej rodziny ludzkiej, ponad wszystkimi podziałami, a tym spoiwem miałaby być miłość. Choć tak wiele nas różni, to nie da się zaprzeczyć, że wszyscy jesteśmy dziećmi jedynego Boga i nie będziemy szczęśliwi, dopóki wszyscy nasi bracia i siostry nie wrócą do Domu. Wspieraj nas z góry!

Ucz nas „wypływać na głębię”, ucz nas Twojej „wyobraźni miłosierdzia”, aby mocą Miłości miłosiernej udało się zbudować „ cywilizację miłości”, która pokona raz na zawsze „cywilizację śmierci”, przetworzy sumienia i powstrzyma zło! Wraz z innymi patronami tego dzieła, których masz przy sobie tam w Niebie, a przede wszystkim z Maryją – Matką Miłosierdzia, módl się za nami i opiekuj się nami każdego dnia. Amen.

"MANIFEST CYWILIZACJI MIŁOŚCI" TO PROGRAM NASZEJ NOWEJ INICJATYWY O NAZWIE - "CYWILIZACJA MIŁOŚCI". OSOBY, KTÓRE CHCIAŁYBY DO NAS DOŁĄCZYĆ MOGĄ TO ZROBIĆ POPRZEZ FORMULARZ KONTAKTOWY ZE STRONY KRĘGÓW, ALBO BEZPOŚREDNIO PRZEZ MÓJ ADRES MAILOWY: jolacoco66@gmail.com

Poniżej zamieszczam kluczowe maile i teksty (programowe) dla całej akcji. Osoby, które włączyły się w tę inicjatywę, otrzymują ode mnie codziennie maila – jest to forma stałego kontaktu z uczestnikami i duchowej formacji. Akcja rozpoczęła się 18 lutego i była pomyślana jako prezent na 100. urodziny Jana Pawła II (18 maja 2020), który był gorliwym promotorem tej akcji, ale po urodzinach trwa nadal.

 

Cywilizacja miłości – mail zapowiadający akcję (17.02.2020)

Moi Drodzy,

jak wiecie w tym roku – 18 maja – będziemy obchodzić 100 rocznicę urodzin naszego Jana Pawła II, czyli od jutra do tej daty zostało 3 miesiące. No i 2,5 tygodnia po tym wydarzeniu – 7 czerwca - będziemy uczestniczyć w wyczekanej beatyfikacji Kard. Wyszyńskiego, nie tylko tak bardzo związanego z naszym Papieżem, ale i prawdziwego specjalisty od miłości bliźniego. To jego tekst „ABC Społecznej Krucjaty Miłości” widnieje na każdej okładce czasopisma „Miłujcie się”. Zachęcam do zgłębienia jego biografii przed beatyfikacją, bo na pewno zostało jeszcze dużo do odkrycia.

Dlaczego o tym piszę? Otóż pomyślałam sobie, że powinniśmy jakoś szczególnie przygotować się do obchodów tych pięknych wydarzeń, a ponieważ Jan Paweł II tak często mówił o „cywilizacji miłości” i swoim pragnieniu, aby ona zapanowała w świecie, to spróbujmy przez te 3 miesiące coś w tym kierunku zrobić. Jak sobie to wyobrażam, przedstawię jutro, a dziś przesyłam jedynie tekst poświęcony właśnie „cywilizacji miłości”, aby Was „nastroić” na ten temat.

Pomyślcie też sami, jak Wy moglibyście mocniej i skuteczniej, niż do tej pory, realizować to wielkie pragnienie Papieża. Polska jest uznawana za wyspę katolicyzmu w Europie, ale z tym naszym katolicyzmem nie jest wcale tak dobrze. To my – wierzący – jesteśmy odpowiedzialni za poziom nadziei w świecie, a właśnie w Polsce jest, wg statystyk, bardzo dużo samobójstw! Sama obserwuję wśród swoich „kościołkowych” znajomych, jak martwa i letnia jest ich wiara, a Jezus mówi przecież „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął”. I właśnie przez te trzy miesiące (ale i potem :) chciałabym rozpalać w Was i w sobie ten ogień, o którym marzy Jezus, o którym marzy nasz Papież w niebie i każdy inny święty.

Pozdrawiam Was i proszę o włączenie się w miarę możliwości, ale przede wszystkim chęci! w ten duchowy projekt.

Z modlitwą,

Jola

 

Cywilizacja miłości – 18.02.2020 (Dzień pierwszy)

 

Moi Drodzy,

jak już wspomniałam wczoraj, postaram się dziś przedstawić „mój plan” na te 3 miesiące intensywniejszego i bardziej świadomego współtworzenia „cywilizacji miłości”, do której nawoływał Jan Paweł II. Na ten czas i na tę naszą akcję wylosowałam dziś patronkę – jest nią św. Faustyna, a przesłanie zamieszczone na stronie sióstr miłosierdzia z Krakowa (one organizują od kilku lat losowanie patrona roku)pod tą patronką brzmi następująco: Każdej pojedynczej duszy czy to świętość, czy upadek odbija się w całym Kościele (Dz. 1475) i niech to będzie pierwsza wskazówka dla nas.

Im radykalniej pójdziemy za Chrystusem, im bardziej zadbamy o czystość naszych serc, czyli o osobistą świętość, tym więcej dobra rozleje się na świat, bo jesteśmy jak system naczyń połączonych, jak jedna wielka rodzina. Czym więcej miłości, tym…więcej miłości! – jak mawiają Monika i Marcin Gajdowie i o to nam będzie chodzić w tym projekcie pod tytułem: „Cywilizacja Miłości”. Naprawdę jeden czyn uczyniony z miłości może zmienić bieg historii. Wielka budowla składa się z pojedynczych cegiełek, a więc dołóżmy swoje cegiełki każdego dnia.

Drugim ulubionym powiedzeniem Gajdów jest: „wszystko w wolności!”, i ja też się pod to „podczepiam” i proszę Was, abyście osobiście rozeznali na modlitwie, co i ile z tego, co Wam zaproponuję, przejmiecie dla siebie, co zmodyfikujecie, albo zmienicie. Liderów wspólnot zachęcam, aby zorganizowali podobną akcję (albo z własnym scenariuszem, albo przekierowując moje propozycje) w swoich wspólnotach, wtedy będzie nas więcej, a o to przecież chodzi.

W tym miejscu zacytuję fragment tekstu Wincentego Łaszewskiego (dotyczącego objawień w Fatimie) z jego genialnej książki: „Rewolucja Maryi”:

Pontevedra kontemplowana przez serce… Myślę, że jest to właściwa metoda dla nas, sług Maryi. Powinniśmy głosić światu wielkie dzieła Boże (magnalia Dei): apel z Pontevedry, przesłanie fatimskie, wezwanie z Tuy – wszystko – a czynić to z serca do serca. Cor ad cor loquitur (Serce mówi do serca) – mówił za św. Franciszkiem Salezym błogosławiony kardynał Newman, obdarzony wielkim intelektem i jeszcze większym sercem. Któż, jak nie my, powinien zrozumieć rolę serca w naszym życiu, w naszej misji, w całym naszym zaangażowaniu w Fatimę, w naszym chrześcijaństwie? Dobrze pamiętamy: w Fatimie Matka Boża cały czas mówiła o swoim Niepokalanym Sercu. I dalej Pan Wincenty Ł. Pisze tak:

Otwieram więc swoje serce – proszę, zróbcie to samo. Jesteśmy rodziną. Mamy misję do wypełnienia: misję serca. Musimy współpracować – serce obok serca, serce obok Niepokalanego Serca. Newman mawiał, że tak wiele świętości gubi się w Kościele, ponieważ bracia i siostry odmawiają dzielenia się między sobą tajemnicami serc.

Czynię to dzisiaj, kontemplując cuda Dzieciątka Jezus z Pontevedry. Maryja dzieli się z nami swoim sercem. Zróbmy to samo”.

I to jest najważniejszy apel ode mnie do Was, abyście podjęli „misję serca”, abyście dzielili się swoim sercem tam, gdzie Was Bóg postawił i wobec tych, których Wam niejako „zadał”, bo jesteśmy sobie „zadani”, by dzielić się miłością, wypełniać uczynki miłosierdzia, przewiązywać i leczyć rany naszych bliźnich. Prośmy więc Ducha Świętego, Matkę Miłosierdzia, naszą Patronkę Faustynę i szczególnego patrona – Jana Pawła II, aby wyprosili nam tę „wyobraźnię miłosierdzia”, o którą Papież tak apelował. Zajrzyjmy więc do książeczki do nabożeństwa i przypomnijmy sobie Uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Św. Faustyna mówiła, że tam, gdzie nie możesz czynem okazać miłosierdzia bliźniemu, spróbuj dotrzeć do niego słowem, jeśli i to jest niemożliwe, zawsze pozostaje modlitwa.

Ponieważ „na początku było Słowo” – proponuję, jako pierwszy punkt danego dnia, poranną medytację nad Słowem Bożym – teraz akurat, aż do wtorku przed Środą Popielcową czytamy przepiękny List Św. Jakuba – zatrzymajmy się dłużej nad tymi tekstami. Dzisiejsze czytania można znaleźć tutaj: mateusz.pl/czytania/2020/20200218.html

Oczywiście Eucharystia i Adoracja są absolutną osią i centrum naszego codziennego programu – to tutaj „tankujemy” miłość do naszych serc i otrzymujemy najwięcej bożych natchnień.

Proponuję też przynajmniej raz odprawić Nowennę za przyczyną św. Jana Pawła II, albo przynajmniej odmówić Litanię do niego. Dwie wersje nowenny i Litanię załączam.

Nie wiem, jak często będę pisać – czasem pewnie codziennie, czasem rzadziej – będę po prosu słuchać Ducha :) i Wy Go słuchajcie i opracujcie swój własny plan na ten czas. Zachęcam Was do częstego wysyłania do nieba w ciągu dnia następujących Aktów Strzelistych, których skuteczność sprawdziłam na sobie:

- Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi

- Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zanurz mnie w sobie i przemień mnie w siebie

- Niepokalane Serce Maryi, bądź moim ratunkiem

- Matko Pięknej Miłości, ucz mnie we wszystkim miłować i służyć

- Maryjo, Matko Miłosierdzia, udziel mi swojej wyobraźni miłosierdzia

- Niepokalana Matko Wielkiego Zawierzenia – oddajemy się Tobie bez zastrzeżeń

Ponieważ w żadnym duchowym projekcie nie ruszymy bez pokory, to o pokorę apeluję do Was szczególnie w tym pierwszym dniu i przytaczam tekst: „Pozwól, aby Bóg cię niósł”, który pod dzisiejszą datą (książka zawiera fragmenty homilii autora na każdy dzień roku) przeczytałam w książce mojego ulubionego autora – Wilfrida Stinissena OCD:

„Bóg, sam będąc wielkim, przedkłada małość ponad wielkość. To może nas zadziwia, ale czy w nas samych nie dostrzegamy czegoś podobnego? Choć nasza kultura zmierza ku temu, by wciąż czegoś dokonywać i umieć tyle, ile tylko możliwe, to jednak nie ludzie postępowi i mocni budzą naszą sympatię. Zdolni budzą podziw, ale nie miłość. Jednak kiedy uzdolniony człowiek odważy się pokazać swą małość i wrażliwość, wówczas łatwo zyskuje naszą sympatię. (…) To, że niełatwo nam polubić tych zdolnych, zależy chyba częściowo od tego, że boimy się, iż sami znajdziemy się w cieniu. Nie chcielibyśmy raczej, aby inni nas zasłaniali.

Lecz Bóg nie jest taki jak my. Jego miłość do tego, co małe, jest absolutnie czysta. On chce nam przekazać samego siebie, chce dać nam swoje życie. Wie, że możemy je przyjąć dopiero wtedy, kiedy sami się otworzymy, kiedy zaakceptujemy naszą zależność od własnej małości.

Jeżeli wydaje ci się, że możesz postąpić w życiu wewnętrznym, opierając się na własnych siłach, proszę bardzo, możesz spróbować. W drodze zobaczysz, jakie masz możliwości. Natomiast, jeśli uważasz, że nie potrafisz, to dobrze. Wówczas bowiem Bóg ma szansę dać ci swoją moc. On zawsze chce nieść tych, którzy nie potrafią chodzić, ale oni muszą Mu na to pozwolić. Kiedy Bóg będzie cię niósł, szybciej dojdziesz do celu.”

To tyle na dzisiaj, Kochani – pamiętajcie jeszcze koniecznie o Rachunku sumienia wieczorem, aby „rozliczyć się” z tego, co zrobiliście dla cywilizacji miłości w danym dniu…:), a potem, bez względu na to, jaki jest „bilans”, zakończcie Kantykiem Maryi, czyli Magnificat: „Wielbi dusza moja Pana…”, bo i tak mamy tysiące powodów, aby oddać chwałę Bogu, a najlepiej robić to z Maryją.

Pozdrawiam Was serdecznie, proszę o modlitwę i zapewniam o swojej,

Jola

 

W intencji uczestników zostały odprawione 3 Msze święte (18 lutego, 18 marca i 18 kwietnia), a także otrzymaliśmy trzy błogosławieństwa od zaprzyjaźnionych kapłanów (ks. Hybza jest też uczestnikiem) i teksty o tym, jak oni rozumieją pojęcie „Cywilizacja Miłości”.

Cywilizacja miłości zaczyna się w sercu Boga, przychodzi do nas w Mocy Ducha Świętego i ogarnia nasze wnętrze tak mocno, że nie potrafimy się powstrzymać, aby nie zaświadczyć o niej naszym własnym życiem.

Cywilizacja miłości jest więc, radosnym świadectwem o tych darach Boga, które otrzymałem i codziennie otrzymuję od mego Pana. Będąc w każdym miejscu, w każdym środowisku - niewiele trzeba, żeby być świadkiem.

Trzeba być po prostu otwartym na Pana Boga i mieć świadomość, że On naprawdę jest, nawet wtedy, gdy jest nam niesamowicie ciężko i trudno. On w każdym momencie będzie nas wspierał, jeśli tylko powiemy „tak” dla budowania cywilizacji miłości”..

Niech wszystkich uczestników tej pięknej inicjatywy Cywilizacji miłości Błogosławi Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty

z braterskim błogosławieństwem

ks. Jarosław Hybza MIC

Licheń, 7.03.2020

 

Cywilizacja miłości

Cywilizacja [łac. civilis] wg Encyklopedii PWN to „poziom rozwoju osiągnięty przez społeczeństwo w danej epoce historycznej […], ze szczególnym uwzględnieniem kultury materialnej (zwłaszcza wiedzy ścisłej i techniki), będącej wskaźnikiem opanowania przez ludzi sił przyrody i wykorzystania jej bogactw”.

Chcąc zatem mówić o „cywilizacji miłości” wkraczamy raczej w przestrzeń kultury, szczególnie kultury duchowej człowieka, która wg definicji encyklopedycznej stoi niejako w pewnej opozycji do pojęcia cywilizacji. Możemy jednak spojrzeć na cywilizację poprzez nauczanie naszego wielkiego rodaka św. Jana Pawła II, który etymologii tego słowa upatruje w łacińskim słowie civis – obywatel. Cywilizacja byłaby zatem przejawem humanizacji świata, czynienia go bardziej „ludzkim”, jak pisze Papież: „jest więc raczej cywilizacja poniekąd tym samym co <kultura> .” Samo pojęcie „cywilizacji miłości” zaproponował już papież Paweł VI , ale to Jan Paweł II, stawiając je w opozycji do pojęcia „cywilizacji śmierci”, zdającej się dominować we współczesnym świecie, uczynił z niego jeden z głównych tematów swego długiego pontyfikatu. Rodzić się może pytanie, czy temat ten jest jeszcze dziś aktualny, dziś w dobie powszechnej globalizacji, która będąc z jednej strony prostą konsekwencją rozwoju naszej cywilizacji, obiecującą światu dobrobyt, bezpieczeństwo, czy uniwersalne wartości, z drugiej jednak strony niesie tak wiele zagrożeń, których jak nigdy chyba dotąd stajemy się świadomi.

A jednak „cywilizacja miłości” to nadzieja. Człowiek wciąż pragnie życia - nie śmierci, radości – nie smutku, miłości – nie obojętności, czy fatalistycznego zdania się na to, co wydaje się, że nieuchronnie musi przyjść. Ciągle brzmi jak potężny dzwon wołanie Ewangelii Chrystusa o nieskończonej miłości Boga. Św. Jan Apostoł powiada: „Bóg jest miłością ”. Jakże potrzeba w naszej postmodernistycznej cywilizacji usłyszeć to jeszcze raz, może inaczej, za pomocą innych środków i metod, ale usłyszeć to Boże zaproszenie do miłości i życia miłością. Sam rozwój ekonomiczny, gospodarczy, czy technologiczny nie wystarczy aby zaspokoić przedziwne pragnienie ludzkiego serca by być szczęśliwym, dążenie do realizacji pełni swego człowieczeństwa. Na progu XXI wieku, w zalewie konsumpcjonizmu, nihilizmu czy ideologii wrogich człowiekowi, „cywilizacja miłości” jest zaproszeniem do przemiany tego świata, do humanizowania go, „cywilizowania” go miłością, która ma swe źródło w agape Boga. Jest powrotem do zachwytu Bogiem i jego przedziwną miłością do człowieka, ale także wyjściem ze swego zamkniętego świata ku drugiemu człowiekowi. Głoszenie „cywilizacji miłości” to zatem przede wszystkim ewangelizacja, radosne niesienie orędzia o zbawieniu i miłości Boga skomplikowanemu współczesnemu światu. To braterstwo w różnorodności kultur i tradycji, nadzieja na pokojowe rozwiązywanie problemów nurtujących współczesny świat.

Na budowanie w swoich sercach, rodzinach i społeczeństwie „cywilizacji miłości” z serca błogosławię!

ks. dr Marek Pawlak

 

Wszystko na większą Chwałę Bożą!

Cywilizacja miłości – już samo to określenie jest prosto podanym „sposobem na życie”. Cywilizacja: to pewna konstrukcja nie tylko kulturowa. To styl życia, obejmujący wszystko, co człowiek tworzy, czym syci swoje serce, co zbiera, jako owoc swoich aktywności. Cywilizacja to świat myśli połączony ze światem czynu. To owoc konkretnych wyborów ostatecznie określających stan życia. Ponieważ jest to rzeczywistość bardzo konkretna, więc dość łatwo ją opisać. Mówimy „cywilizacja starożytnego Egiptu” i widzimy piramidy, a pod powiekami przesuwają się nam sceny z „Faraona”. A kiedy mówimy cywilizacja miłości? Tu włącza się drugi element konstytutywny dla całej sprawy – wskazujący jej prawdziwy fundament: miłość. Jeśli żyję współ-tworząc cywilizację miłości – to znaczy żyję w duchu zwycięskiej ofiary, aż do zapomnienia o sobie. Jeżeli żyję w duchu cywilizacji miłości, to znaczy, że pragnę żyć na co dzień błogosławieństwami, a Kazanie na Górze jest dla mnie programem na życie. To ona – miłość, wyznacza styl działania, ona inspiruje konkretne, codzienne wybory, wreszcie to ona doprowadzi na szczyt – nie na „piramidy”, ale do znaku miłości największej – do Krzyża. I do zmartwychwstania.

 

Wszystkim uczestnikom Kręgów Modlitwy i Postu, zaangażowanych w szerzenie cywilizacji Miłości, niech błogosławi Bóg Wszechmogący + Ojciec+ i Syn+ i Duch Święty

Amen.

Ks. Jarek Kwiatkowski

 

Nie możemy się łudzić: tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (JP II, 2004)

 

Moi Drodzy,

gdy w ubiegłym roku byłam na rekolekcjach charyzmatycznych z ks. Jackiem Skowrońskim ze Szczecina i grupą „Razem z Bogiem”, podczas modlitwy wstawienniczej otrzymałam takie słowo z Listu św. Pawła do Koryntian: „Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym dzięki naszemu posługiwaniu, listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc. A dzięki Chrystusowi taką ufność w Bogu pokładamy. Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz wiemy, że ta możność nasza jest z Boga. On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia.”

W myśl przytoczonych tu słów św. Pawła, wierzę, że to moje pisanie do Was, czy to od 13 lat w kwestii Kręgów – przynajmniej dwa razy w roku, czy to – codzienne – w ramach „Cywilizacji Miłości” nie jest przypadkowe, lecz jest Wolą Bożą, ale „nie żebym uważała, że jestem w stanie pomyśleć coś z siebie”, bo nie jestem!, „lecz wiem, że ta możność jest z Boga” i tylko z Niego, bo nie piszę nigdy do Was bez uprzedniej modlitwy i wsłuchiwania się w pragnienia Jego Serca. Proszę więc o zaufanie…

Dziś piszę o tym do Was, bo przyszedł czas jakichś konkretów w kwestii nowej inicjatywy, jaką jest „CM”, nadania jej określonej formy, a poza tym miłość, która jest w tytule naszej akcji, podobnie jak wiara, jest martwa bez uczynków, tak więc po czasie samej teorii przechodzimy stopniowo do praktyki.

Nasza akcja będzie miała więcej patronów, niż dotychczas, bo charyzmat tych dodatkowych świętych idealnie wpisuje się w nasz i jest nam po prostu potrzebny, jak i ich wstawiennictwo i modlitwa za nas. Oczywiście główną Patronką, zarówno Kręgów jak i nowej inicjatywy, jest Matka Boża Miłosierdzia, która będzie nas uczyć „wyobraźni miłosierdzia” i miłości bliźniego i szukać z nami ludzi samotnych, zagubionych, zrozpaczonych, którzy potrzebują naszej miłości, uwagi i troski.

Ponadto są nimi:

Jan Paweł II (1920-2005)

• jako patron honorowy (na jego urodziny się przygotowujemy),

• jako ten, który rozpowszechnił samo pojęcie „Cywilizacja Miłości” i spokrewnione z nim: „cywilizacja życia” vs „cywilizacja śmierci” i przez cały pontyfikat bardzo się angażował w rozszerzanie „CM”

• jako wielki orędownik Orędzia Miłosierdzia, które jest nierozłączne z „CM”.

• jako człowiek „Totus Tuus”, człowiek zawierzenia

• jako święty o szczególnej wrażliwości na człowieka, jego godność i potrzeby

• jako wielki patriota

• jako święty, który był patronem pierwszego powstałego przed laty Kręgu i z którym jestem szczególnie związana

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński (1901-1981)

• jako autor ABC Społecznej Krucjaty Miłości (tekst przesłałam wczoraj), prawdziwy specjalista od miłości bliźniego, również tych „z drugiej strony barykady”,

• jako wielki duchowy przyjaciel Jana Pawła II,

• jako beatyfikowany akurat w roku nie tylko 100. urodzin Jana Pawła II, ale i 100. Rocznicy Cudu nad Wisłą i innych „setnych” jubileuszy, no i w roku rozpoczęcia naszej akcji, a więc jest jej szczególnym patronem.

• jako człowiek oddany Maryi, człowiek zawierzenia

• jako wielki patriota, który przeprowadził Polskę przez trudne czasy komunizmu

Św. Maksymilian Maria Kolbe (1894-1941)

• jako ten, który w najwyższym stopniu zrealizował przykazanie miłości bliźniego

• jako człowiek zawierzenia, absolutny Szaleniec Niepokalanej

• jako ten, który pragnął rozszerzyć królestwo Niepokalanej na cały świat

• jako ten, który wykorzystywał „nowe media” do głoszenia Dobrej Nowiny

• jako… patron mojej parafii i bardzo mi bliski święty

Św. Brat Albert Chmielowski (1845-1916)

• jako ten, który wykazał się heroiczną miłością bliźniego (pozostawił swe ukochane malarstwo i zamieszkał w ogrzewalni z bezdomnymi, alkoholikami itp.)

• jako autor słynnego obrazu „Ecce Homo”, do którego będziemy nawiązywać i czerpać z niego natchnienia dla naszego charyzmatu

A teraz 6 kobiet :) (niechronologicznie), co mnie bardzo cieszy i na pewno również Jana Pawła II i kardynała Wyszyńskiego, którzy mieli wielki szacunek do kobiet i bardzo w nie wierzyli, nie tylko ze względu na miłość do Maryi i „Totus Tuus”, które obaj realizowali:

Św. Faustyna (1905-1938)

• jako wielki prorok Miłosierdzia

• jako mistrzyni ofiary i modlitwy za grzeszników

• jako wylosowana, a więc opatrznościowa patronka naszej akcji

• jako autorka „Dzienniczka”, z którego będziemy czerpać natchnienia

Św. Terenia z Lisieux (1873-1897)

• jako odkrywczyni „małej drogi”, za którą została Doktorem Kościoła

• jako ta, która odczytała swoje powołanie, by być „Miłością w sercu Kościoła”

• jako ta, której bardzo leżało na sercu wypełnienie Jezusowego „Pragnę” przez modlitwę za grzeszników, dawanie Jezusowi dusz

• jako ta, która obiecała „deszcz róż” z Nieba

Św. Matka Teresa z Kalkuty (1910-1997)

• jako ta, która miłość bliźniego realizowała w stopniu heroicznym w konkrecie życia codziennego, jako niedościgniony wzór oddania człowiekowi potrzebującemu, zapomnianemu, porzuconemu

• jako ta, która, podobnie jak mała Tereska, wsłuchiwała się, podczas wielu godzin Adoracji, w Jezusowe „Pragnę”, by je potem realizować w codzienności

• jako ta, która umiała podejmować trudne decyzje (np. zmiana zgromadzenia), by wypełnić Wolę Bożą

• jako Święta „od ciemności” przyjętych w duchu ofiary za dusze pogrążone w smutku, w ciemnościach niewiary i grzechu

Sługa Boża Chiara Lubich (1920-2008)

• jako ta, która odkryła Boga jako jedyny ideał, który nie przemija, dla którego warto oddać życie

• jako ta, która odkryła na nowo i zgłębiła charyzmat jedności, „testament” Jezusa: „aby wszyscy stanowili jedno”

• jako założycielka ruchu „Focolari”, (jest rówieśnicą Jana Pawła II)

• jako ta, która chciała realizować pragnienia Jezusa zawarte w Ewangelii (dogłębna lektura Pisma Świętego) w sposób radykalny

• jako ta, która odkryła moc jednoczenia ludzi poprzez modlitwę do Jezusa Opuszczonego

• jako propagatorka „jednej rodziny ludzkiej” ponad podziałami politycznymi, światopoglądowymi, kulturowymi.

Bł. Chiara „Luce” Badano (1971-1990)

• jako ta, która promieniała za życia, czy to w zdrowiu, czy w granicznym cierpieniu (rak kości) na rówieśników wielkim światłem, nazywana „Luce” znaczy światło

• jako jedna z najmłodszych błogosławionych Kościoła, z charyzmatem radości dla młodych i wszystkich ludzi pogrążonych w depresji i nihilizmie, jako prowadząca „ku światłu”

• jako ta, której życie jest świadectwem bezwarunkowego „tak” wypowiedzianego miłości Bożej: „Jeśli chcesz tego, Ty, Jezu, ja też tego chcę”.

Owo „tak” ma moc przemienić chorobę w świetlaną wędrówkę z Jezusem ku prawdziwemu Życiu. Aby cierpieć dla Jezusa nie pozwala sobie podawać morfiny.

• jako ta, która należała również kilka lat do ruchu Focolari i znała Ch. Lubich (pisały do siebie) i przejęła jej ideały. Od Chiary Lubich otrzymuje imię „Luce”.

• jako ta, która, wzorem Chiary Lubich, odkryła dla siebie Jezusa Opuszczonego: „Odkryłam, że Jezus opuszczony jest kluczem do jedności z Bogiem. Pragnę wybrać Go jako swojego jedynego Umiłowanego i przygotować się na Jego przyjście”.

• Jako ta, która w tak młodym wieku osiągnęła heroiczne cnoty i szczyty miłości Boga i bliźniego. Od niej pochodzą słowa: „Nie chodzi o to, by mówić o Bogu. Ja muszę Go dać.” „Niczego już nie posiadam, ale mam jeszcze serce, którym mogę kochać.”

Czcigodna Sługa Boża Matka Elżbieta Róża Czacka (1876-1961)

• jako ta, która będąc sama niewidomą (straciła wzrok w 22 roku życia) angażowała się niezwykle aktywnie w pomoc niewidomym (Laski k. Warszawy)

• jako ta, która swoje cierpienia ofiarowała za duchową ślepotę ludzi

• jako ta, która zabiegała o budowanie wszelkiego rodzaju wspólnot miłości (w oparciu o model Trójcy Świętej – bezwarunkowe ukierunkowanie swojego życia „ku Miłości”)

• jako autorka swoistego „Hymnu do miłości” (jej credo pedagogiczne), który oddaje jej troskę o optymalizację relacji międzyludzkich zgodnie z zasadą „miłość zawsze i wszędzie”

Gorąco zachęcam, aby we własnym zakresie zgłębiać życie i charyzmat przedstawionych świętych i rozeznawać na modlitwie, jakie przesłanie niesie ten święty dla mnie osobiście, co Duch Święty chce mi powiedzieć przez tę postać, co mogę i chcę przejąć z jej/jego życia dla siebie.

Na koniec przytoczę tzw. „Hymn do miłości” Matki Elżbiety Róży Czackiej:

(…) Owo uszlachetnianie się przez Miłość w sposób niezwykle sugestywny,

a zarazem prosty, wyraziła Matka Elżbieta Czacka w swoim „Hymnie o Miłości’. Mimo

iż został ów tekst napisany z myślą o środowisku Lasek, dobrze byłoby potraktować go

jako swoistego rodzaju credo pedagogiczne – możliwe do aplikacji we wszelkich

wspólnotach zatroskanych o optymalny kształt relacji międzyludzkich. Być może –

nawet w okrojonej nieco formie – posłuży niektórym jako swoistego rodzaju mały

rachunek sumienia:

 

„Podstawą życia w Laskach – pisze Matka Czacka – musi być miłość. Miłość

Boga i bliźniego. Miłość nadprzyrodzona, której towarzyszy mądrość. Miłość, która

wszystkich z sobą łączy w prawdzie, w życzliwości, sprawiedliwości i dobroci. Miłość,

która widzi istotną wartość człowieka, nie zważając na usterki lub drobne

śmieszności.. Miłość, która potrafi karcić, gdy tego zachodzi potrzeba, mając na

względzie dobro osoby, którą się karci, i dobro jej otoczenia. Miłość, która nie waha

się usunąć nawet osobę szkodliwą dla innych. Miłość, która stara się wchodzić

w potrzeby wszystkich, starając się o to, by każdemu jak najlepiej było. Miłość, która

przede wszystkim ma na celu dobro dusz wszystkich i dobro każdej duszy z osobna..

Miłość, która z dobrocią zwraca się do wszystkich, unikając wszystkiego, co może

komu niepotrzebną sprawić przykrość. Miłość, która z serdecznością potrafi

smutnych pocieszać, dodają im siły i odwagi do życia. Miłość cierpliwa, cicha,

pogodna, pełniąca uczynki miłosierne z zapomnieniem o sobie. Miłość, która nie

toleruje w sobie albo w innych sądów, krytyk, obmów, plotek, bolesnych żartów.

Miłość, która jest taką samą w oczy jak i za oczy. Miłość równa, nieulegająca zmianom

i nastrojom. Miłość wierna i stała, czerpiąca całą siłę swoją z Boga. Miłość surowa dla

siebie, a wyrozumiała dla drugich. Miłość nie podejrzliwa, a roztropna. Miłość bez

egoizmu i bez zazdrości, mająca na celu nie siebie, ale bliźnich. Miłość delikatna

i wrażliwa na cierpienia bliźnich. Miłość mająca oczy otwarte na ich potrzeby. Miłość,

która się nigdy nie wynosi, a nikogo nie poniża. Miłość, która modlitwą i uczynkiem

kocha przeciwników i nieprzyjaciół. Miłość, która widzi w każdym bliźnim samego

Pana Jezusa. Miłość, która szuka przede wszystkim obcowania z Bogiem i z Boga

czerpie siłę i umiejętność obcowania z bliźnimi. Miłość, która się cieszy z powodzenia

bliźnich, z ich zalet i cnót.. Miłość, która nikomu niczego nie zazdrości. Miłość w

intencji i miłość objawiająca się na zewnątrz. Miłość prosta, serdeczna, życzliwa

każdemu. Miłość usłużna i zapobiegliwa. Miłość domyślna i zaradna. Miłość i dobroć

w spojrzeniu i w wyrazie twarzy, i w całym zachowaniu. Miłość spokojna

i uspokajająca. Miłość czynna i nigdy niestrudzona. Miłość odważna i szlachetna.

Miłość poświęcająca się i ofiarna. Miłość nie czułostkowa, a głęboka i prawdziwa.

Miłość w myślach, słowach i uczynkach.

 

Czym mamy się kierować w tworzeniu Cywilizacji Miłości? (II część listu)

Matka Teresa z Kalkuty usłyszała pewnego razu następujące słowa Jezusa (powtarzam za rekolekcjonistą z Płocka): „Moja Mała, chcę, abyś poszła do tych ciemnych nor moich biedaków i zajęła się nimi. Mnie oni nie znają i Mnie nie przyjmą, ale ciebie znają i ciebie przyjmą”.

Tak zaczęła się służba Matki Teresy w slumsach Kalkuty, wśród najuboższych z ubogich. Jednakże jej podopieczni zmagali się głównie z biedą materialną, typową dla tych rejonów świata, my żyjemy w innych szerokościach geograficznych i w zupełnie innej rzeczywistości – to nie bieda materialna dotyka społeczeństwa Zachodu, ale duchowa i moralna, która wiąże się z poczuciem zagubienia, alienacji i coraz dotkliwszej samotności, prowadzącej do depresji i coraz liczniejszych, również wśród bardzo młodych ludzi, samobójstw. W samym roku 2019 w Polsce popełniło samobójstwo 100 dziewcząt i chłopców w wieku do lat 18! W Wielkiej Brytanii powołano ministerstwo do walki z samotnością, która staje się coraz większym problemem krajów wysoko rozwiniętych.

Właśnie w przeciwdziałaniu takim „biedom” współczesnego człowieka, docieraniu do ludzi samotnych, smutnych, tych biblijnych „jeńców siedzących w ciemnościach”, po to, aby „nakarmić duszę przygnębioną”, obudzić w nich nadzieję, aby ich poprowadzić „ku światłu”, czyli do Boga, do wiary, ale zaczynając od uczynków miłosierdzia, widzę nasz charyzmat. Mamy docierać do wszystkich zamkniętych w sobie, ale i w swoich „czterech ścianach”, do ludzi żyjących bez nadziei i radości, ludzi zrezygnowanych, zrozpaczonych, którzy utracili poczucie sensu życia.

Cytowany wielokrotnie Ks. Mietek Puzewicz z Lublina, duszpasterz młodzieży i wolontariatu, napisał na progu tegorocznego Wielkiego Postu tak: Bardziej niż koronawirus zżera nas przygnębienie duszy. (…) Siostry i bracia, nakarmijmy tych ludzi! Jak? Dobrym słowem, uśmiechami, trzymajmy ich za ręce, patrzmy w ich oczy, słuchajmy ich, jak trzeba razem popłaczmy, wypijmy z nimi kawę, a nawet dwie po kolei, pocieszajmy i żartujmy. Po prostu bądźmy z nimi, ze wszystkimi przygnębionymi duszami, które codziennie mamy wokół siebie. Nakarmijmy dusze przygnębione, to jest Boży post!

Nawiązując do słów Jezusa, które skierował do Matki Teresy, my też często – w szpitalach, więzieniach, hospicjach, ale i domach prywatnych, będziemy spotykać ludzi niewierzących lub takich, którzy z różnych powodów tę wiarę utracili i wtedy może być trudno nawiązać kontakt z nimi, zaczynając od wiary, bo oni „nie znają Jezusa”, albo na razie „nie chcą Go znać”. Serce człowieka może zatwardzić nie tylko grzech ciężki, ale i utrata nadziei. W takich sytuacjach należy niejako odwrócić kolejność trzech cnót kardynalnych: „wiary, nadziei i miłości” i zacząć od końca, czyli od miłości, uczynków miłosierdzia, bo tylko miłość może otworzyć serce bardzo poranionego, upokorzonego przez swój grzech, człowieka. Ta miłość obudzi w nim wygasłą nadzieję i dopiero wtedy taki człowiek może się otworzyć na wiarę.

Sama zamierzam, zaraz po okresie kwarantanny, zgłosić się jako wolontariuszka do ursynowskiego lub mokotowskiego hospicjum, aby towarzyszyć tym, których może nikt nie odwiedza, którzy umierają w samotności, aby pomodlić się nad nimi, a jeśli to możliwe, z nimi, i po prostu potrzymać ich za rękę, gdy będą odchodzić na drugą stronę, aby oddać ich „w ręce Boga”.

A więc domy (samotnego) dziecka, samotnej matki, domy opieki społecznej, więzienia, hospicja, szpitale, może szczególnie psychiatryczne (depresje), ale również samotni ludzie z sąsiedztwa, czy z miejsca pracy, byliby naszym celem jako wolontariuszy, albo regularnych pracowników. Mamy już wśród nas dwie kręgowiczki z Lublina, Dorotę i Monikę, które podjęły taką pracę. Dorota zajęła się pracą w domu dziecka, redukując mocno godziny dotychczasowej pracy, druga – po 3-miesięcznym wolontariacie w Indiach, zacznie pracę z dziećmi w wioskach dziecięcych, po rezygnacji z poprzedniej pracy.

Szukajmy ludzi „złamanych na duchu”, bo w tym opuszczonym, samotnym, zapomnianym człowieku czeka na nas sam Chrystus. Człowiek nie jest powołany do samotności, lecz do relacji, gdyż tylko wtedy może kochać i być kochanym, co jest jedynym kluczem do szczęścia i poczucia spełnienia. Żadna roślina nie może się rozwijać bez słońca i żaden człowiek nie może wzrastać bez miłości. Zanieśmy więc tym ludziom miłość, bo to jest ich największy głód i najdotkliwsze pragnienie, pójdźmy do nich, nawet gdyby trzeba było wejść do naprawdę ciemnych „nor ich serc i sumień” – w tym mroku najbardziej potrzebne jest światło.

Przytoczę jeszcze jedną wizję św. Matki Teresy z Kalkuty, która jest dla nas istotna. Jezus tak do niej powiedział: "Chciałbym, by powstał zakon w Indiach, pełny ofiar mojej miłości, który byłby jak Maria oraz Marta i byłby tak zjednoczony, że promieniowałby moją miłością na dusze".

Istotne w tej wizji dla nas jest wskazanie Jezusa na miłość ofiarną, na potrzebę jedności i na charyzmat kontemplacyjno-czynny – wskazany tu poprzez Marię i Martę.

Pod tą wizją znajduje się taki komentarz (na stronie deon.pl):

To właśnie te słowa Eucharystycznego Jezusa sprawiły, że Matka Teresa utworzyła Zgromadzenie Misjonarek Miłości. Ojciec Vazhakala (współpracownik Matki Teresy) wyjaśnia, że święta była tak zjednoczona z Jezusem, że była w stanie promieniować nie swoją miłością, a miłością Jezusa przechodzącą przez Nią.

Podkreślenie pochodzi ode mnie, bo chcę zwrócić uwagę właśnie na te słowa: mamy być tak zjednoczeni z Jezusem, aby promieniować na ludzi potrzebujących nie naszą miłością, lecz Jezusa, ta Miłość ma przechodzić przez nas jak przez soczewkę do innych, mamy być dla nich „Chrystusami”, „żywymi Monstrancjami”, jak Maryja.

W tym momencie przechodzę jakby do meritum naszego charyzmatu. Otóż prosiłam Was w ubiegły piątek, abyście naprawdę głęboko przemedytowali przypadające na ten dzień – piąte Słowo Jezusa z Krzyża: „Pragnę”. Teraz chcę do tego nawiązać, ale najpierw podzielę się z Wami pewnym duchowym przeżyciem, które miałam pod koniec ubiegłego roku:

Pewnego razu, w grudniową sobotę, około południa, przyszłam spontanicznie na Adorację i ze smutkiem spostrzegłam, że w Kaplicy nie ma nikogo. Jezus był zupełnie sam i ja odczułam wyraźnie ten Jego smutek i Jego osamotnienie. Jezus był smutny, bo nikt nie chciał Jego Miłości, ani nikt jej Mu nie dawał, choć tak bardzo był jej spragniony. W tym momencie usłyszałam w sercu, że tak samo smutny jest każdy samotny człowiek, który czeka na miłość, pragnie jej, ale jej nie otrzymuje, ani nikt nie przyjmuje od niego jego miłości, którą on też pragnie dawać.

Obie Chiary – Lubich i „Luce” Badano wybrałam właśnie na patronki naszej akcji, bo one obie zauważyły to osamotnienie i opuszczenie Jezusa i chciały temu przeciwdziałać, jednocząc ludzi wokół takiego Jezusa.

W tym miejscu przytoczę fragment tekstu, który Wam ostatnio przesłałam (ponad 13 lat temu znalazłam go w internecie, niestety nie znam autora), a który tutaj idealnie pasuje:

Po rozdzierającym doświadczeniu nieobecności Boga (Czwarte Słowo z Krzyża), z którym Jezus starł się przed kilkoma chwilami, przychodzi inne: nieobecności człowieka. Jezus jest na Krzyżu SAMOTNY – nawet obecność Matki i Jana nie jest w stanie wypełnić tej samotności. Odrzucenie przez ludzi osiąga w tym momencie swój szczyt. Jego miłość ku człowiekowi została odepchnięta i podeptana. Nikt na nią nie odpowiedział. Świat odwrócił się z pogardą od tego zhańbionego skazańca…

To prawda – była pod krzyżem Maryja, był Jan. Ale mnie zabrakło. Zabrakło mojej miłości. A Jezus pragnie. Pragnie bym był, bym był blisko. Bym przyjął ciepło Jego miłości i dopełnił je ciepłem swojej. Pragnie widzieć moją radość, moje szczęście, pragnie je dzielić ze mną. Lecz mnie nie ma pod krzyżem. Zaszyłem się w mojej samotności i boję się z niej wyjść, choć tyle razy przychodzi mi w niej cierpieć to samo pragnienie, które teraz przeżywa Jezus: pragnienie zwykłej obecności drugiego człowieka, pragnienie „zwykłej” ludzkiej miłości…

Dla św. Matki Teresy (i jej współsióstr) słowo „Pragnę” również było kluczowe - umieściła je obok Krzyża i codziennie rano wpatrywała się w ukrzyżowanego Jezusa i nasłuchiwała Jego pragnień i dopiero potem, po godzinach modlitwy, przede wszystkim Adoracji, szła do swoich biedaków. Ta modlitwa była konieczna, aby mogła zanosić im nie siebie, lecz Jezusa. Czy bez długiej modlitwy, przede wszystkim bez Eucharystii i Adoracji, byłaby w stanie służyć z takim poświęceniem ubogim, obmywać śmierdzące i zarobaczone ciała biedaków i widzieć w nich opuszczonego Jezusa?

W naszym przypadku musi być podobnie. Zanim pójdziemy do ludzi samotnych, poranionych na duszy, a te rany są głębsze i trudniejsze do uleczenia, niż rany ciała, musimy zaczerpnąć u źródła, „zatankować” Miłość z przebitego Serca Jezusa. Mamy zanieść tym biedakom światło Chrystusa, nie własne, bo nie mamy go sami z siebie. Ktoś powiedział, że święci są jak księżyce, bo świecą pożyczonym światłem.

Przez udział w Eucharystii, Adorację, która jest jej przedłużeniem, mamy uzdalniać się do miłości heroicznej, sami stawać się eucharystycznymi, jak mawiał Jan Paweł II, a poprzez Różaniec, czyli z Maryją, w Jej szkole, a także poprzez lectio divina mamy wsłuchiwać się w pragnienia Serca Jezusa, bo w Nim, w Jego przebitym włócznią Sercu, są zamknięte pragnienia współczesnego człowieka i zaspokajając je zaspokajamy jednocześnie Jezusowe pragnienia, bo On tak bardzo cierpi w każdym samotnym i smutnym człowieku. Nie jest to jednak możliwe bez osobistej ofiary, bo tak jak w ranach Jezusa jest nasze zdrowie, tak i zdrowie naszych poranionych braci i sióstr jest w naszych ranach.

W tym miejscu przytoczę znany już Wam tekst Ojca B. Mokrzyckiego SJ, który najlepiej tłumaczy tę zależność:

(…) skoro Jezusowa Krew uobecniana w Eucharystii mówi o Jego Ofierze, bo to jest Krew „za was i za wielu wylana na odpuszczenie grzechów”, to zauważamy, że napojenie duchowe, czyli gaszenie duchowego pragnienia zawiera w sobie konieczność ofiary. Swoje najgłębsze pragnienia ugasić możesz tylko Ofiarą Chrystusa! I wzajemnie – ty możesz zaspokoić Jego wołanie z krzyża: Pragnę (J 19, 28). Zaspokoisz je, gdy sam staniesz się duszą ofiarną – gdy w dialogu miłości podejmiesz ofiarę: „Dla Ciebie, Panie Jezu!” i swoje cierpienie złączysz z Jego męką.

Tylko w ten sposób ugasisz też pragnienia innych – ugasisz je tylko wtedy, gdy podejmiesz ofiarę w łączności z Jezusową Ofiarą. Gdy zaś odrzucisz ofiarę, będziesz chciał jakoś ją ominąć, uchylić się od niej – nigdy nie ugasisz pragnienia. I będziesz sam pić i innym podawać różne „napoje” marzeń, wyobrażeń, wrażeń, rzeczy, pochwał, statusu społecznego – i nic! Pragnienie będzie coraz większe i rozpacz coraz głębsza, bo prędzej czy później okaże się, że to, co miało napoić, nie napoiło!

Natomiast tam, gdzie jest ofiara za innych, gdzie może nawet jest krew ofiarna, ale złączona z Krwią Chrystusa – Eucharystycznego Baranka, tam jest prawdziwe „napojenie”. Tam bowiem rośnie, dojrzewa miłość, gdyż miłość „karmi się” ofiarą.

To napojenie osoby, bytu ludzkiego, dokonuje się więc we Krwi Jezusa – Krwi płynącej z Jego Ciała Ofiarnego, Krwi płynącej w Eucharystii, a jest to Krew serdeczna, przelana z miłości. Tylko Chrystusowa miłość ofiarna gasi wszelkie nasze pragnienia, poczynając od tych najgłębszych – od pragnienia bezpieczeństwa, akceptacji, obecności kogoś bliskiego, zrozumienia, poczucia sensu… (Ojciec B. Mokrzycki, „Duszo Chrystusowa”)

Bądźmy więc Misjonarkami i Misjonarzami Miłości Miłosiernej od Jezusa Samotnego i Spragnionego. Jednak, aby sprostać takiemu charyzmatowi, aby wejść w dzisiejszy poraniony, pogubiony świat i przynosić owoce, trzeba być takimi duchowymi „komandosami i komandoskami do zadań specjalnych”. Gdy ta nazwa przyszła mi na myśl, następnego dnia usłyszałam rozmowę z ks. Dominikiem Chmielewskim, w której nazwał tak Maryję, bo Ona naprawdę jest do zadań specjalnych! Z własnego doświadczenia wiem, że najskuteczniejsi będziemy w tej służbie braciom, trzymając się Jej za rękę – Ona naprawdę nie cofnie się przed żadną duchową biedą, przed najgęściejszą nawet ciemnością. I dlatego trzeba Ją wziąć pod swój dach, „do swojego życia wewnętrznego”, bo takie pragnienie wyraził Jezus w Testamencie z Krzyża „Oto Matka Twoja” i o tym będę pisać w następnej części listu do Was.

Szczęść Boże!

Jola

 

OTO MATKA TWOJA – CM List (III część)

 

Moi Drodzy,

wspominałam już, że Bóg pokazuje mi ścisłe powiązanie dzieła Kręgów z trwającą od 18 lutego tego roku nową inicjatywą – „cywilizacją miłości”. Z tych świateł wynika, że słowami, które Jezus wypowiedział na Krzyżu, mamy żyć nie tylko w Wielkim Poście, ale przez cały rok liturgiczny. Jakie przesłania mamy przejąć na co dzień z tych 7 fraz wypowiedzianych w zenicie Męki, spragnionymi wargami, z głębi serca Jezusa na Krzyżu, napiszę w późniejszym czasie, dziś chcę się skupić na drugim po „Pragnę” (J 19, 28) słowie z Krzyża, jako niezmiernie istotnym dla naszego duchowego programu w ramach CM, a mianowicie na słowie trzecim, uważanym za Testament Jezusa dla nas: „Niewiasto, oto syn Twój, … oto Matka twoja” (J 19,26).

Jak już wspomniałam w drugim liście, chciałabym, abyśmy byli w naszej misji swojego rodzaju Misjonarkami Miłości i Miłosierdzia od Jezusa Samotnego i Spragnionego. Chcemy więc wsłuchiwać się w pragnienia Serca Jezusa-Oblubieńca, jakby czytać w Jego „myślach”, by potem, wszelkimi sposobami, spełniać te pragnienia. Większość słów Jezusa na Krzyżu skierowanych jest do Ojca, ale zarówno słowo trzecie (Oto Matka twoja) jak i słowo piąte (Pragnę) Jezus kieruje do stojących pod Krzyżem, a w nich i poprzez nich – do nas. Przyjmujemy więc te słowa ze szczególną uwagą i staramy się je wypełnić.

Kto czuł i rozumiał najlepiej pragnienia Serca Jezusa? Oczywiście Jego Matka – Maryja. Dlatego to Ją musimy przyjąć jako swoją Matkę, Panią i Królową i prosić Ją, aby uczyła nas w swojej szkole rozumieć i spełniać pragnienia Serca Jezusa. Posłużę się tutaj słowami Matki Teresy z Kalkuty, która świetnie to zrozumiała:

„Maryja była pierwszą osobą, która usłyszała wołanie Jezusa „Pragnę”, wraz ze św. Janem i, jestem tego pewna, ze św. Marią Magdaleną. Ponieważ Maryja była wtedy na Kalwarii, wie, jak głęboka jest Jego tęsknota za tobą i wszystkimi biednymi duszami. Czy my to wiemy? Czy czujemy to, co Ona?... Prośmy Ją, aby nas tego nauczyła. Jej rolą jest postawienie ciebie, jak Jana i Magdaleny, „twarzą w twarz” z miłością Serca Jezusa ukrzyżowanego. Wcześniej Maryja była naszą Panią, która błagała za nami, teraz jest Matką, która w swoim imieniu prosi nas – „słuchajcie Jezusa, który pragnie”.

Nic dodać, nic ująć. Rozumiecie teraz, dlaczego tak upieram się przy tym, aby wszyscy uczestnicy Kręgów i CM oddali się Maryi, a mówiąc ściśle – Jezusowi przez Maryję? Dlaczego ponawiam tę prośbę przy każdej możliwej okazji, również teraz proszę, aby od poniedziałku zacząć 33-dniowe przygotowanie do Zawierzenia (lub jego odnowienie) z inicjatorami akcji: Ocalenie (materiały będą na stronie: www.ocalenie.info)? Sama od lat tym zawierzeniem żyję i wiem, że wszystkie owoce duchowe w moim życiu wyprosiła mi Maryja – jako Wszechpośredniczka Łask. Życie po oddaniu Maryi zyskuje naprawdę nową jakość. Aby Was jeszcze bardziej do tego przekonać, załączam jeden rozdział z książki, którą piszę (choć odkąd zwolniłam się z pracy, nie mam na to czasu :) właśnie o mocy prowadzenia Maryi.

Jako główne teksty formacyjne w tym kierunku przytaczam poniżej wybrane fragmenty z książki W. Stinissena: „Powiedz im o Maryi”. Oczywiście jest bardzo dużo literatury na ten temat, ale uważam, że Stinissen ma genialne wyczucie duchowe, ogromną wiedzę i doświadczenie i trafia po prostu w sedno. Polecam więc ten tekst dogłębnej lekturze. Przed jego tekstem zamieszczam jeden istotny cytat o Testamencie z Krzyża autorstwa wielkiego zwolennika zawierzenia Maryi – naszego Jana Pawła II, który przecież w swym herbie umieścił słowa: „Totus Tuus” i który podczas swoich licznych podróży złożył kilkadziesiąt oficjalnych i setki nieoficjalnych aktów oddania świata, poszczególnych kontynentów i państw Jezusowi przez Maryję.

„Maryjny wymiar życia ucznia Chrystusowego wypowiada się w sposób szczególny poprzez takie właśnie synowskie zawierzenie względem Bogurodzicy, które ma swój początek w testamencie Odkupiciela na Golgocie. Zawierzając się po synowsku Maryi, chrześcijanin – podobnie jak apostoł Jan – „przyjmuje” Matkę Chrystusa i wprowadza Ją w to wszystko, co stanowi jego własne życie wewnętrzne, poniekąd jego ludzkie i chrześcijańskie „ja”: „wziął Ją do siebie”. Stara się on w ten sposób wejść w zbawczy zasięg tej „macierzyńskiej miłości”, poprzez którą Matka Odkupiciela „opiekuje się braćmi swego Syna” i „współdziała w ich rodzeniu i wychowaniu” wedle tej miary daru, jaka każdemu jest właściwa z mocy Ducha Chrystusowego. Tak też realizuje się owo macierzyństwo wedle Ducha, jakie stało się udziałem Maryi pod Krzyżem i w wieczerniku.”

(Jan Paweł II, Redemptoris Mater, n. 45)

 

PRZEZ MARYJĘ

Maryja została „wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego” (KK 59). Żyć p r z e z Maryję to uznawać Ją za królową swojego życia. (…) Zamiast na własną rękę decydować o tym, co robić, prawo decydowania składa się w ręce Maryi. Ona jest o wiele bardziej błyskotliwa od nas, gdy chodzi o odróżnianie tego, co nam sprzyja, a co szkodzi. Ona jest żywą mądrością Boga, ponieważ w całej pełni pozostawała i nadal pozostaje do Jego dyspozycji. Jeżeli Ona jest Pośredniczką łask, to nic nie jest ani przesadne, ani rozmydlone. Ma Ona poza tym ten wielki dar czynienia ludzkim tego, co Boskie, i dostosowywania do naszych możliwości.

„Być narzędziem w Jej rękach i czynić tylko to, czego Ona pragnie”, pisał św. Maksymilian Kolbe. „Trzeba pozwolić, by Ona nas wychowywała tak, jak wychowywała Pana Jezusa. (…) Niepokalana sama prowadzi moje pióro i mojego ducha tak, bym nie tracił czasu, atramentu czy papieru na niepotrzebne rzeczy i abym nie zaniedbał niczego, czego ode mnie oczekuje”. W praktyce oznacza to, że w ciągu dnia czasami mówimy „stop” i dajemy sobie czas na konsultację z „Matką dobrej rady”. Dla Teresy z Lisieux czymś naturalnym było zwrócenie się do Maryi przed przystąpieniem do pisania historii swojego życia: „Zanim wzięłam pióro do ręki, uklękłam przed figurą Maryi (…) i błagałam Ją, aby tak pokierowała moją ręką, aby każda linijka była jej miła”.

Te drobne „konsultacje” zakładają i tworzą postawę wewnętrznego pokoju i wyciszenia. Stres jest bezbłędnym miernikiem, że idziemy swoimi drogami i sami decydujemy o własnym życiu. „Oddajmy się Jej prowadzeniu – pisze św. Maksymilian Kolbe – bądźmy s p o k o j n i, s p o k o j n i i nie próbujmy robić więcej czy szybciej niż tak, jak Ona chce. Pozwólmy, aby Ona nas niosła, Ona pomyśli o wszystkim, zadba o wszystkie nasze potrzeby duszy i ciała; powierzmy Jej każdą trudność, każdy ból i zdajmy się na to, że Ona lepiej dba o nas niż my sami o siebie. A więc p o k ó j, p o k ó j, wiele p o k o j u dzięki b e z g r a n i c z n e j ufności do Niej”.

Temu, kto twierdzi, że to niemożliwe, aby nieustannie żyć w takim pokoju, i że nie sposób uniknąć częstych błędów, razem z Teresą z Lisieux pragnę odpowiedzieć, że to wcale nie musi stwarzać problemów. To, co zostało niewłaściwie powiedziane albo zrobione i czego nie można naprawić, można powierzyć Maryi. Można mieć pewność, że Ona rozumie sztukę niebiańskiej alchemii i zdoła przemienić żelazo w złoto.(…)

Naiwnością byłoby sądzić, że Maryja dokładnie wskaże, co mamy robić, ilekroć się do Niej zwrócimy. Ona pośredniczy w łasce Bożej, która zwykle działa na nas od wewnątrz, poprzez władze naszej duszy, dlatego wpływa Ona na nasz rozum i wolę tak, aby coraz bardziej były nastawione na Boże częstotliwości i obierały kierunek miłości. Jako Służebnica Pańska Maryja lubi przygotowania i, tak jak w Kanie Galilejskiej, wzywa do posłuszeństwa. Jej rola polega przede wszystkim na stwarzaniu w nas coraz większej zdolności przyjmowania. Ona wie, że Bóg chce dać nam tyle, ile możemy i chcemy przyjąć. Dlatego czyni, co w Jej mocy, aby usunąć wszelkie przeszkody, byśmy stali się w pełni otwarci. Wszędzie tam, gdzie znajduje początkowe „tak”, dopuszcza cząstkę swojego absolutnego „fiat”.

Zgodnie z terminologią ignacjańską można by mówić, że głównym zadaniem Maryi jest stwarzać „indyferencję”. Indyferencja jest czymś innym niż obojętność. Można by ją określić raczej jako swego rodzaju „trwanie w punkcie zerowym”, co oznacza, że nie czujemy się już pociągani tym czy tamtym. Nie mamy żadnych upodobań albo, mówiąc dokładniej, nie żyjemy już według własnych upodobań. Kto jest indyferentny, ten nie daje się pociągać przez „to lubię, a tego nie lubię”. To, co lubi, a czego nie lubi, jest dla nas zupełnie nieistotne. Mamy poczucie wielkiej elastyczności i wewnętrznej wolności. Przez to, że nic nie jest ustalone, nic z góry nie jest zdecydowane, żyjemy w szerokości i długości, głębokości i wysokości (por. Ef 3,18). Każde upodobanie zawęża pole widzenia i pociąga za sobą ograniczenie. Rezygnując z preferowania jednego na rzecz czegoś drugiego, poszerzamy horyzont, aż osiągnie nieskończoność. Indyferencja ma cechy wspólne z ubóstwem. Nic nie posiadamy, niczego nie chcemy, i dlatego nie musimy niczego chronić ani niczego się bać. Ubogi jest wolny na sposób boski. Żyje w punkcie zerowym, a „kiedy zaczynamy od zera, to wszystko jest plusem” (Ylva Eggehorn).

Popieranie takiej postawy zerowej w nas jest jednym z uprzywilejowanych zadań Maryi. Ona sama bezustannie w niej żyje. Ona zawsze dawała Duchowi pełną wolność do tego, aby wiał kędy chce (por. J 3,8). Duch nigdy nie napotkał w Niej na żadną przeszkodę. Ona jest jak pusty dom z otwartymi oknami i drzwiami. Nigdy dokładnie nie wie, co Ją czeka, i nie musi tego wiedzieć. Z góry przystaje na wszystko, albo – mówiąc właściwiej – wolą Jej jest, aby stała się Jego wola „jako w niebie, tak i na ziemi”.

Kiedy jest w nas fundamentalna postawa na „tak”, żyjemy w Bożej woli, co nie wyklucza, że nadal popełniamy wiele „błędów”. Błędy, według naszego ludzkiego zewnętrznego oglądu, ale nie Boga, który od wieków liczył się z nimi w swoim planie i pozwala, aby służyły nam ku dobremu (por. Rz 2, 28).

 

Z M A R Y J Ą

Maryja jest nie tylko Matką, która wychowuje i daje dobre rady. Możemy Ją też traktować jako naszą starszą siostrę, która swoim życiem konkretnie pokazuje, jak chrześcijanin powinien żyć. W Karmelu od samego początku rozpoznawaliśmy Ją jako siostrę, wcielającą ideał Słowa i tym samym stymulującą do naśladowania, właśnie poprzez swoje bycie. Maryja jest najdoskonalszym wzorem dla każdego chrześcijanina. Św. Teresa z Lisieux skarżyła się kilka dni przed śmiercią: „Najświętszą Dziewicę ukazuje się jako kogoś niedoścignionego, a powinno się raczej pokazywać jak Ją naśladować, jak Ona w skrytości pielęgnowała cnoty; powinno się wskazywać, że żyła z wiary dokładnie tak jak my i potwierdzać to tekstami zaczerpniętymi z Ewangelii”.

(…)ten, kto chce naśladować Maryję, nic nie ryzykuje. Ona od początku była bez grzechu, a równocześnie była człowiekiem, tak jak my. Podczas gdy Chrystus jest „Słońcem sprawiedliwości”, Maryja jest „Zwierciadłem sprawiedliwości”. Maria Petyt (1623-1677), karmelitańska mistyczka, wyjaśnia, jak mądrą jest rzeczą nie wpatrywać się bezpośrednio w słońce, ale patrzeć, jak odbija się w zwierciadle, którym jest Maryja. „Zwierciadło to moduluje ostrość promieni i tak je odbija, że są dostosowane do możliwości naszych zmysłów. W ten sposób widzimy słońce jasno i wyraźnie, tak jakby nie było nic pośredniego między nim a okiem.(…)”.

Żyć z Maryją to próbować postępować jak Ona albo w taki sposób, w jaki Ona postąpiłaby, będąc w naszej sytuacji. Obieramy sobie Maryję za wzór i normę, i zadajemy sobie trud, by postępować tak, aby nie było żadnego rozdźwięku między Nią a nami. Maryja jest pierwszą, która konsekwentnie żyła duchem błogosławieństw. Jako nasza starsza Siostra utorowała nam drogę i pokazała, jaki styl życia trzeba wybierać, jeśli należy się do rodziny chrześcijańskiej. Św. Maksymilian Kolbe pisał: „Nigdy nie mówmy, że nie możemy, ponieważ Niepokalana jest dokładnie po to, aby każdy z nas mógł”.

Jeżeli czujemy się powołani do życia modlitwy, możemy oszczędzić sobie wiele czasu, ucząc się modlitwy na przykładzie Maryi. Te nieliczne zachowane słowa Jej modlitwy stanowią pełną jej szkołę. „Niech mi się stanie według słowa Twego” – odpowiada Maryja przy zwiastowaniu i pokazuje tym samym, że pozostaje całkowicie do Bożej dyspozycji. Pierwszym sensem każdej formy modlitwy, medytacji czy kontemplacji, jest w z r a s t a n i e w otwartości, pozwalanie, aby nasze ciało i dusza były jak ciało i dusza Maryi: otwartym naczyniem zawierającym życie Boże, albo ujmując to w sposób negatywny: w y r a s t a n i e z siebie, z wszelkiego zajmowania się sobą i samowoli. Kto uczęszcza do szkoły modlitwy Maryi, nie szuka duchowych „przeżyć”, nie chce przy pomocy modlitwy „realizować siebie”. Jedyne, czego pragnie, to być opróżnionym z tego, co swoje, aby stworzyć przestrzeń dla Boga. Kiedy wybieramy Maryję na nauczycielkę sztuki modlitwy, łatwiej otwierają się nam oczy na wszystko, co przeszkadza wolności Boga i krępuje Jego ręce. Lepiej odkrywamy, że nadal sobie samym służymy, zamiast być „sługami Pańskimi”. Modlić się to właściwie zawsze znaczy – świadomie lub podświadomie – być jak Maryja; tak, być Maryją.

Innymi słowami modlitwy, które zachował dla nas św. Łukasz jest Jej Magnificat: „Wielbi dusza moja Pana”. Im bardziej wzrastamy w Jej: „Niech mi się stanie według słowa Twego”, tym bardziej doświadczamy, że te pierwsze słowa modlitwy przeobrażają się w modlitwę dziękczynienia. Kiedy bowiem człowiek zatraca się w Bogu i bez zastrzeżeń powierza się Jego służbie, to przychodzi taki moment, kiedy On, tak jak w Maryi, w nim objawia swojego Syna (por. Ga 1,16). Wówczas Jej „fiat” przemienia się w „Magnificat”. Czy można czynić coś innego, niż chwalić Boga, kiedy odkrywa się, że jest się żywym cyborium?

Trzecią modlitwę Maryi słyszymy w Kanie Galilejskiej, kiedy wskazuje Jezusowi na to, że „wina nie mają”. Już wcześniej wspomnieliśmy o tym, że Maryja uczy nas przez to czegoś istotnego o modlitwie wstawienniczej i konkretnie pokazuje, jak mamy się modlić za siebie i innych.

Te trzy fragmenty modlitwy obejmują wszystkie sytuacje życiowe. Na nich „opiera się” cała sztuka modlitwy.

Można też żyć z Maryją, czytając Biblię. Ona może nas nauczyć czytać ją tak, jak uczyła Jezusa. Maryja była i jest bardzo dobrze obeznana z Pismem świętym, szczególnie z Ewangeliami, które są Jej własną historią. Ona może w nas zaszczepić swój osobisty szacunek dla Słowa, który sprawiał, że pozwalała Słowu pozostawać w Jego pełnej mocy, nie wymagając zawsze zrozumienia (por. Łk 2,50). Jednak czytać Ewangelie z Maryją znaczy przede wszystkim widzieć ucieleśnione w Niej słowa Chrystusa. Kiedy czytamy, że Jezus powiedział uczonym w Piśmie: „Pierwszym przykazaniem jest: będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, i całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12, 29-30), to, patrząc na Maryję, możemy te abstrakcyjne słowa zamienić na konkretną postawę. Ona jest jedyną, która konsekwentnie wypełniła pierwsze przykazanie i zachowała wszystkie swe siły dla Boga. Kiedy Jezus mówi o oku jako świetle dla ciała i wskazuje, że ciało będzie w świetle, kiedy oko będzie zdrowe (por. Mt 6,22), to Maryja swoim życiem znów potwierdza prawdziwość tych słów. Jej oko jest zupełnie zdrowe, tzn. nieustannie zwrócone na Boga i Jego wolę, i dlatego cała Jej osobowość jest przeniknięta światłem. Na każdej stronie Ewangelii powinniśmy umieszczać obraz Maryi i pragnąć, aby słowo Jezusa stawało się ciałem i krwią.

Maryja może też być z nami podczas sprawowania Eucharystii. Ciało Jezusa, które przyjmujemy, jest „zrodzone z Maryi Dziewicy”. Ona poczęła Je za sprawą Ducha Świętego, nosiła Je i karmiła własnym ciałem. Eucharystyczne Ciało Jezusa nie przekreśla swego początku. Jedność, która istniała między Jej i Jego Ciałem nigdy nie może zostać zniweczona. Dlatego każda komunia jest również przypomnieniem „tak” Maryi, które sprawiło, że Słowo stało się ciałem. Nikt lepiej od Niej nie potrafi nas przygotować na przyjęcie Jej Syna. Św. Teresa z Lisieux opisuje, jak prosiła Maryję, by przygotowała jej drogę: „Wyobrażam sobie moją duszę j a k o wolną przestrzeń i proszę Najświętszą Pannę, by usunęła z a w a d z a j ą c e w niej g r u z y. Po czym błagam Ją, by sama ustawiła tam duży namiot, godny N i e b a, i by przybrała go według w ł a s n e g o upodobania”.

 

W MARYI

Nie ma życia bez matki. Żyć w Maryi to widzieć, że ma się Matkę i jest się ogarniętym Jej miłością. Ona jest bramą nieba, przez którą czułość Boga spływa na świat. Św. Maksymilian Kolbe nazywa Niepokalaną „wcieleniem” Bożego miłosierdzia. Maryja jest tak delikatna i przezroczysta, że pozwala Boskości, by Ją prześwietlała, nie zaciemniając czy nie umniejszając Jej w najmniejszym stopniu. Dlatego Bóg bez najmniejszego ryzyka może posługiwać się Nią w tym celu, aby swą macierzyńską miłość czynić uchwytną i konkretną. Szczególnym charyzmatem Maryi jest zamieniać abstrakcję w konkret. Adrienne von Speyr pisze: „Gdziekolwiek Matka pojawia się w chrześcijaństwie, odpada to, co czysto pojęciowe i trzymające na dystans, topnieją wszelkie osłony i każda dusza czuje na sobie dotyk nieba. Maryja, najczystsza istota, przepełniona wdzięcznością, nie przekazuje nam nigdy prawdy niebieskiej bez pośrednictwa zmysłów. W tym, co nam objawia o Synu, żyje nadal to, co widziała, słyszała i czuła, wszystkie miłe poruszenia Dziecięcia w Jej łonie i na Jej piersi, cała dotykalność ziemskiego żywota Syna. Jest Kobietą i ujmuje wszystkie sprawy po kobiecemu. Nie znaczy to jednak, by to, co wzniosłe, ściągała w niższe sfery; jest natomiast obdarzona łaską sprawiania, że to, co odległe, staje się dla nas zrozumiałe w bezpośredniej zmysłowej bliskości”.

Kiedy czytamy hagiografie, zauważamy, że święci poszukiwali w Maryi właśnie konkretów. Dzięki Niej miłość Boża staje się dla nich uzupełnieniem „rzeczywistości”. Bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej pisze: „Istnieje macierzyńskie serce, a mianowicie Serce Maryi, i możesz się w nim skryć”. Kiedy św. Teresa z Lisieux mówi o łasce, jaką otrzymała w grocie Magdaleny (w ogrodzie klasztornym), co sprawiło, że cały tydzień podczas pracy w refektarzu „robiłam wszystko, jakbym tego nie robiła, tak jakby mi wypożyczono ciało” to swoje doświadczenie streszcza w takich oto prostych słowach: „Byłam całkowicie ukryta pod welonem Najświętszej Panny”. Kiedy w czasie swojej choroby doznawała tak wielkich boleści, że była na granicy rozpaczy, modliła się do Maryi, aby wzięła jej głowę w swoje dłonie. Ten obraz pomagał jej wytrzymać jeszcze trochę.

Jeśli Maryja jest naszą matką, ukazującą nam macierzyńską miłość Boga, to jest naturalne wzywać Ją, kiedy tęsknimy, by doświadczyć czegoś z tej macierzyńskiej miłości. Pobudzani trafnym instynktem duchowym, chrześcijanie zwracali się w swoich potrzebach do Maryi. Wzywano Ją jako „Pocieszycielkę strapionych, Uzdrowienie chorych, Ucieczkę grzeszników”. Kiedy czytamy uwagi na temat wizji Adrienne von Speyr (przez wiele lat żyła w wielkiej zażyłości z Maryją i wieloma świętymi), widzimy, że święci nawet w niebie prowadzą swoje małe dysputy. Podczas kiedy niektórzy z nich, na przykład Ignacy Loyola, raczej uciekają się do mocnych środków, aby nas, letnich i niemrawych chrześcijan obudzić, Maryja występuje zawsze jako advocata nostra (Orędowniczka nasza). Zawsze jest matką, rozumie nas, broni, a bardziej zniecierpliwionych i energicznych świętych wycisza. Ci, którzy są tym zaskoczeni, powinni pomyśleć, że przecież różni święci w wieloraki sposób rozważali subtelności Bożej miłości, podobnie jak czterej Ewangeliści, którzy choć byli pod natchnieniem Ducha, zostawili nam różne relacje o osobowości i czynach Jezusa. Jednak ponieważ Maryja najgłębiej spośród wszystkich świętych wniknęła w głębię istoty Boga, ukazuje nam Go tam, gdzie jest On najbardziej Bogiem, a mianowicie w Jego miłosierdziu.

Mała Teresa miała dobre wyczucie tej specjalnej roli, która przypadła Maryi, a była przy tym świadoma, że to Bóg ma zawsze ostatnie słowo. Trzy miesiące przed śmiercią powiedziała do Matki Agnieszki: „Chciałabym jednak mieć piękną śmierć, aby wam to sprawiło radość. Prosiłam o to Najświętszą Pannę. Nie prosiłam o to Pana Boga, bo chcę Mu pozostawić decyzję postąpienia, jak chce. Prosić o coś Najświętszą Pannę – to inna sprawa. Ona wie dobrze, co ma robić z moimi małymi pragnieniami, czy ma o nich mówić Panu Bogu, czy też nie…to do Niej należy, by nie zmuszać Pana Boga do wysłuchania mnie, by pozwolić Mu we wszystkim czynić Jego wolę”. Jeśli się zdarzy, że nie otrzymamy tego, o co prosiliśmy, to nie ma powodu do niepokoju czy rozczarowania: „Kiedy się prosiło Najświętszą Pannę, a Ona nas nie wysłuchała, to znaczy, że tego nie chce. Trzeba pozwolić, aby zrealizowała swoją wolę i nie niepokoić się!” Nie wolno liczyć na to, że można „wygrywać” Maryję przeciwko Panu Bogu. Tak samo, jak nie można „wygrywać” błękitnego nieba przeciw słońcu. To właśnie na błękitnym niebie słońce zyskuje swoje pełne prawa. Kiedy więc modlimy się o coś, co jest przeciwne woli Boga, Maryja z miłością odwraca modlitwę przeciwko nam. Sprawia, iż tak zmieniamy nastawienie, że zaczynamy akceptować wolę Bożą.

Żyć w Maryi to bez zastrzeżeń umieć zawierzyć siebie Jej macierzyńskiej, formującej mocy. Jej nie przystoi działać spektakularnie. Ona kocha działanie w ukryciu, wykorzystywanie ciszy i pokoju nocy. Dlatego jest ważne, abyśmy wieczorem, zanim zaśniemy, powierzali siebie i nasze życie w Jej ręce. Zapewne wielka mądrość kryje się w starym katolickim zwyczaju odmawiania różańca przed zaśnięciem. Kiedy zasypiamy, nie stawiamy żadnego oporu. Maryja ma wtedy szczególną okazję kształtować nas tak, jak kształtowała Jezusa w swoim łonie, kiedy oczekiwała na Jego narodziny. Kiedy nasze mieszkanie będzie in sinu matris (w matczynym łonie) i damy Jej pełną wolność formowania nas tak, jak Ona tego pragnie, to zaczniemy powoli okazywać wiele podobieństw do Jezusa. Wówczas będziemy przecież dziećmi tej samej matki.

 

 

WIELKOPOSTNE KRĘGI MODLITWY I POSTU 2020

 

Moi Drodzy,

jak już wiecie z maila, od tego roku - 2020 - rezygnujemy z tabelki i pościmy wszyscy razem, tak jak w Adwencie, tylko w piątki (siedem kolejnych piątków Wielkiego Postu, łącznie z Wielkim Piątkiem). Ta zmiana pociąga za sobą dwie kolejne: otóż odchodzimy od siedmioosobowych Kręgów, które od tej pory będą mieć strukturę otwartą. Nadal patronką całego dzieła jest Matka Boża Miłosierdzia, a dziewiętnastu dotychczasowych patronów poszczególnych kręgów przejmujemy niejako „w spadku” i nadal modlimy się do nich w dniu pokutnym, prosząc o wsparcie w modlitwie, poście i uczynkach miłosierdzia. Światło w tej sprawie otrzymałam już w pierwszy piątek Wielkiego Postu w ubiegłym roku i przyjęłam je z wdzięcznością i ulgą! Wierzę, że wszelkie uproszczenie od Boga pochodzi, bo Bóg jest prosty, a więc i ta zmiana wyjdzie nam na dobre.

Pamiętajmy, że trwamy w roku duszpasterskim poświęconym największej z tajemnic – tajemnicy Eucharystii - czerpmy więc pełnymi garściami z tego największego i najmocniejszego źródła łask tu na ziemi. Jeśli nie uczęszczaliśmy do tej pory codziennie na Eucharystię, zacznijmy od tego roku, jeśli nie mieliśmy w zwyczaju codziennie adorować Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie, zacznijmy jak najszybciej, jeśli adorowaliśmy – spróbujmy wydłużyć czas adoracji. Bądźmy hojni wobec Boga, aby doświadczyć Jego hojności, której nikt i nic nie przebije! Wielki Post to absolutnie szczególny czas w roku liturgicznym, tak więc nie oszczędzajmy się ani w modlitwie, ani w wyrzeczeniach, lecz odwrotnie – w duchu ignacjańskiego „magis”- pomnażajmy te święte praktyki. O odpowiedź „wolną i szczodrą” apeluje też Papież Franciszek w swym pięknym Orędziu na tegoroczny Wielki Post, który zamieszczam w linku „Wielki Post” i naprawdę gorąco zachęcam do jego medytacyjnej lektury. Poniżej cały nasz program modlitewno-pokutny:

● Pościmy razem w kolejne piątki Wielkiego Postu w duchu zadośćuczynienia za Grzechy główne popełnione w życiu przez nas, naszych bliskich i innych członków kościoła, prosząc Boga o zachowanie nas od tego grzechu w przyszłości. Możemy też dołączyć własną intencję

● Uczestniczymy tego dnia w Eucharystii również w duchu zadośćuczynienia za kolejne Grzechy główne (a więc: pychy, chciwości, nieczystości, zazdrości itd.)

● W dniu postu rozważamy kolejno jedno z Siedmiu Słów Jezusa z Krzyża

● W dniu postu (lub w okolicach tego dnia) staramy się spełnić jakiś uczynek miłosierdzia względem bliźnich czynem, słowem lub modlitwą

● Uczestniczymy w Drodze Krzyżowej w kościele

W niedzielę staramy się uwielbiać Boga za Dzieło Miłosierdzia. Warto więc tego dnia poświęcić więcej czasu na osobistą modlitwę, najlepiej przed Najświętszym Sakramentem, a także na lekturę duchową, najlepiej Pismo Święte, Dzienniczek Siostry Faustyny itd. Zachęcam też do uczestnictwa w Gorzkich Żalach.

Jak już wiecie z maili, od 18 lutego odważyłam się zainicjować nową akcję pt.: „Cywilizacja miłości”, aby do dnia setnych urodzin Jana Pawła II (18 maja) w szczególny sposób zaangażować się w realizację tego marzenia naszego Papieża. Czy to w ramach tej dodatkowej inicjatywy, czy też w ramach Kręgów, postawmy uczynki miłosierdzia na pierwszym miejscu w tegorocznym Wielkim Poście, poruszmy naszą „wyobraźnię miłosierdzia”, o którą apelował Jan Paweł II, aby w tej formie zrobić mu urodzinowy prezent.

Jan Paweł II to także Papież Fatimski. Jesteśmy zaproszeni do naśladowania życia małych pastuszków i stawania się dziećmi jak oni, bo tacy wchodzą do Królestwa niebieskiego. Zgłębiajmy to orędzie i zwracajmy się coraz bardziej ku własnemu sercu, ku prawdzie o nas, poprzez ofiarowanie się Niepokalanemu Sercu Maryi. Z Nią kontemplujmy Najświętsze Serce Jezusa, które dla nas zostało przebite na Krzyżu, kontemplujmy miłość, która nadaje sens wszystkiemu i miłosierdzie, które – jako miłość niezasłużona – idzie jeszcze dalej.

W Orędziu na Wielki Post Papież Franciszek pisze mocne słowa:

„Spójrz na rozpostarte ramiona ukrzyżowanego Chrystusa, pozwól się zbawiać zawsze na nowo. A kiedy idziesz wyznać swoje grzechy, mocno wierz w Jego miłosierdzie, które cię uwalnia na zawsze od wszelkiej winy. Kontempluj Jego krew przelaną z powodu tak wielkiej miłości i daj się przez nią oczyścić. W ten sposób możesz się nieustannie odradzać na nowo” (n. 123). Pascha Jezusa nie jest wydarzeniem z przeszłości: ze względu na moc Ducha Świętego jest zawsze aktualna i pozwala nam postrzegać i dotykać z wiarą ciała Chrystusa w wielu osobach cierpiących.

Doświadczenie miłosierdzia jest bowiem możliwe tylko w kontakcie „twarzą w twarz” z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Panem, który „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20). Chodzi o dialog serca z sercem, przyjaciela z przyjacielem. Właśnie dlatego w okresie Wielkiego Postu tak ważna jest modlitwa.

Nie pozwólmy zatem, aby ten czas łaski przeminął daremnie, w zarozumiałym złudzeniu, że to my jesteśmy panami czasów i sposobów naszego nawrócenia ku Niemu.”

Właśnie o ten kontakt „twarzą w twarz” z Jezusem chodzi, a więc o bardzo osobistą relację, której brakuje tak wielu wyznawcom Chrystusa, nie tylko świeckim, i dlatego ogień, o którym marzył Jezus wciąż nie może zapłonąć, nie może, bo nie ma go w naszych sercach. Dołóżmy więc wszelkich starań i to „od zaraz”, żeby rozpalić w sobie, a potem i w innych ten ogień, bo w ten sposób, jak mówi Franciszek na końcu Orędzia, „będziemy mogli stać się tym, o czym Chrystus mówi w odniesieniu do swoich uczniów: solą ziemi i światłem świata (por. Mt 5, 13-14).

Jako lekturę duchową, która ma nas w tym wspomóc, polecam książkę Biskupa Grzegorza Rysia (napisał już kilka książek o miłosierdziu), pt.: „Skandal miłosierdzia”, a także ponownie: „8 sposobów na znalezienie szczęścia tam, gdzie się go nie spodziewasz” Ojca Jaques’a Philippe, który sam powiedział, że błogosławieństwa, o których jest jego książka, to tajemnice Serca samego Jezusa.

Wielki Post jest właśnie po to, aby wnikać w Serce Jezusa i zachwycać się Jego szaloną Miłością, bo to tej Miłości należy się pierwsze miejsce w naszym życiu. To nie wyrzeczenia są celem samym w sobie. One mają jedynie lepiej nas przysposobić i zrobić więcej miejsca w nas dla Boga, Jego Słowa i Jego Woli.

W intencji uczestników Kręgów Wielkopostnych i o rozwój dzieła zgodny z Wolą Bożą, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Płocku zostanie odprawiona Msza Święta w Środę Popielcową o godz. 17:00, a 18 marca, a więc 2 miesiące przed 100-tną rocznicą urodzin Jana Pawła II, również o 17:00 – w intencji wszystkich, którzy włączyli się i jeszcze włączą do akcji „Cywilizacja miłości”. Na stronie Zgromadzenia Sióstr w Płocku istnieje możliwość posłuchania tych Mszy na żywo: www.milosierdzieplock.pl/pl (na samym dole strony po lewo). Zarówno podczas tych Mszy Świętych, jak i w każdy piątek Wielkiego Postu proszę o modlitwę za nas wszystkich.

Powierzając nas wszystkich Maryi, Matce Miłosierdzia, dziękuję za udział w Kręgach i przekazuję błogosławieństwo Ojca Jarka dla naszej wspólnoty:

Na czas Wielkiego Postu A.D. 2020, w wędrówce drogami modlitwy zawierzenia i wynagrodzenia, wszystkim, którzy włączają się w dzieło Kręgów postu i modlitwy niech błogosławi Bóg Wszechmogący i Miłosierny. Amen.

Ks. Jarosław Kwiatkowski

 

Życzę owocnego czasu Wielkiego Postu

z modlitwą

Jola Kokoszewska

 

 

ADWENTOWE KRĘGI MODLITWY I POSTU - 2019

 

Moi Drodzy ,

po raz kolejny mobilizujemy duchowe siły, aby jak najowocniej przeżyć piękny czas Adwentu. Tempo życia jest tak duże, że te trzy i pół tygodnia są obiektywnie czasem bardzo krótkim i na pewno wszyscy znamy to uczucie niedosytu, które odczuwamy na końcu i towarzyszące temu wyrzuty sumienia, że mogło być lepiej, że tylu postanowień nie wypełniliśmy.

Kręgi są właśnie po to, aby tego uniknąć, aby „bardziej” się postarać, „bardziej” się pomodlić, „bardziej” zakotwiczyć w „tu i teraz”, gdyż łaska związana jest z czasem i wydarzeniami, a nie z „wyobraźnią”!

„Dzisiejsze troski o sprawy doczesne wypełniają za dużą przestrzeń naszego ziemskiego życia. (…) Jak ważne jest, abyśmy „zrozumieli chwilę obecną”, (…)aby nadejście Pana nie zastało nas rozproszonych wśród innych spraw, które wobec Jezusa mają niewielkie znaczenie lub nie mają go wcale”. Tak pisze Ks. Leszek Smoliński, jeden z trzech autorów tekstów na Adwent, których obszerne fragmenty znajdziecie w linku: Adwent.

Autor drugiego tekstu, Piotr Blachowski, zachęca od razu na początku:” A może po prostu pomilczeć? Odrzucić złe słowa, złe gesty, złe myśli?” I nieco dalej, odwołując się do świętego Pawła (1 Kor 1,4-7) mówi wprost: „Wzbogaceni jesteśmy we wszystko, ale musimy popracować nad sobą, by łaska wydała widoczne owoce”.

Owoce przychodzą tylko przez współpracę z łaską, a łaski można sobie wyprosić tylko na modlitwie, przez „uginanie kolan”, jak mawiał Ojciec Bronisław Mokrzycki SJ. W tym roku, po dłuższej przerwie, ponownie zachęcam do dogłębnej lektury właśnie książki Ojca na Adwent (roku A), pt.: „Upragniony”. Nie znajduję lepszej adwentowej lektury, niż ta pozycja z serii Eucharystycznej mistagogii w roku liturgicznym.

Trzeci z autorów wybranych przeze mnie tekstów, ks. Marek Łuczak, pisze: „Nie spodziewajmy się żadnych fajerwerków i szczególnych znaków świadczących o przyjściu Pana. Wiele razy słyszeliśmy Jego zapewnienie: Królestwo Boże w was jest”. I dalej, po przywołaniu słów pierwszego przewodnika adwentowego, proroka Izajasza, konstatuje: „Im większy jest rozdźwięk między tym, co pisał Izajasz, a naszym doświadczeniem rzeczywistości, tym więcej mamy do zrobienia”.

Jak wiele jest do zrobienia widzimy wszyscy wokół nas i w nas, toteż nie zmarnujmy tego krótkiego czasu Adwentu, który rozpoczyna również nowy rok liturgiczny i duszpasterski. W poprzednich latach skupialiśmy naszą uwagę na chrzcie, bierzmowaniu, teraz nadszedł czas na największą i najpiękniejszą tajemnicę – Eucharystię!

To właśnie Eucharystii jako tajemnicy wyznawanej, przeżywanej i świętowanej, która jest źródłem misji – będzie poświęcony nowy trzyletni program duszpasterski Kościoła w Polsce, na lata 2019-2022 – poinformował KAI Przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Ogólnego KEP, Abp Wiktor Skworc, który zaznaczył, że nie ma w kościele ważniejszej rzeczywistości, niż Eucharystia. Celem programu, który będzie przebiegał pod hasłem „Eucharystia daje życie” (hasło pierwszego roku brzmi: „Wielka tajemnica wiary”), jest zapraszanie wiernych do jeszcze bardziej świadomego udziału w Tajemnicy wieczernika.

Zgłębiając to misterium zawsze zatrzymamy się na progu, powiedział Jan Paweł II, toteż „uginanie kolan” jest tutaj bardziej wskazane, niż wobec każdej innej tajemnicy naszej wiary. Wyróbmy więc w sobie nawyk codziennej Eucharystii i codziennej Adoracji, nawyk „tracenia czasu” dla Boga, a On odwdzięczy się nam stokrotnie! Jako lekturę wspomagającą polecam książkę Ojca Jacka Salija wydaną w wydawnictwie „W drodze” : „Największy skarb. Rzecz o Eucharystii”.

Św. Piotr Chryzolog powiedział, że modlitwa, aby unieść się do nieba, potrzebuje postu, gdyż bez niego jest za ciężka. Kardynał Robert Sarah, obecny prefekt ds. kultu Bożego, proponuje post za kapłanów, kierując do wiernych takie słowa: „Jeśli myślicie, że wasi kapłani i biskupi nie są święci, to bądźcie święci dla nich! Pokutujcie i pośćcie za ich wady”.

Podejmijmy więc "ochotnym sercem" adwentową pokutę, prosząc Maryję, naszą adwentową przewodniczkę i patronkę, aby wypraszała nam, jako Oblubienica Ducha Świętego, Jego Dary.

A oto cały plan na Adwent:

• Pościmy tylko w piątki prosząc o Siedem Darów Ducha Świętego dla siebie i całego Kościoła oraz dołączamy intencję własną

W dniu postu uczestniczymy w Eucharystii w w/w intencjach

• Staramy się wypełnić jakiś uczynek miłosierdzia względem bliźnich

• W soboty oddajemy szczególną cześć Maryi, głównej przewodniczce Adwentu, uczestnicząc w Roratach i odmawiając franciszkańską Koronkę do Siedmiu Radości Matki Bożej lub (w wyjątkowych sytuacjach) Radosną Część Różańca. Można też dodatkowo odśpiewać Akatyst, Godzinki, odmówić Litanię Loretańską lub inną modlitwą uwielbić Maryję. Gorąco zachęcam także do uczestnictwa w Mszach Roratnich i wszelkiego rodzaju rekolekcjach.

Terminy piątkowego postu to: 29 listopada (dla chętnych), 6, 13 i 20 grudnia.

Wersja radykalna: bardzo zachęcam tych, którzy chcą i mogą, do podjęcia postu w trybie „medjugorskim”, czyli w środę i piątek – wówczas powstanie 7 terminów (razem z piątkiem 29-go listopada) i będzie można rozważać każdy Dar Ducha Świętego i każdą Radość Maryi po kolei (najlepiej korzystać wtedy z tych dłuższych rozważań archiwalnych z lat 2007-2009 na stronie), a nie wszystkie naraz, jak w tej chwili. Wtedy też ofiarujemy łącznie 7 Mszy Świętych w intencji kolejnych Darów Ducha Świętego. Natomiast w soboty, w dniu maryjnym, odmawiamy tylko Koronkę do Siedmiu Radości z krótkimi rozważaniami, tak jak w ostatnich latach.

Bardzo dziękuję mojemu kierownikowi duchowemu – ks. Jarosławowi Kwiatkowskiemu z Płocka, który mimo nawału pracy, napisał dla nas słowo wprowadzające w naszą adwentową modlitwę i pokutę i udzielił nam swego kapłańskiego błogosławieństwa (w linku: Adwent) Osoby niemieckojęzyczne odsyłam także do analogicznego tekstu ks. Jochena Marii Häuslera, który po raz drugi skierował swoje słowo i błogosławieństwo dla niemieckich uczestników Kręgów (w linku: „Advent”). Pamiętajmy, proszę, o obu kapłanach w naszych modlitwach.

Żegnając się z Wami, życzę owocnego czasu Adwentu! Bądźcie hojni, Kochani, wobec Boga i Jego Matki! Służba Bogu i Jego uwielbienie są naszą chrześcijańską powinnością i tylko poprzez nią my sami możemy się spełnić i odnaleźć własną tożsamość. Niech Maryja, Matka Miłosierdzia, prowadzi Was do Serca Syna i uczy Adoracji!

Pozdrawiam serdecznie

Z modlitwą

Jola Kokoszewska (odpowiedzialna za Kręgi)

 

ADWENT 2 0 1 8

Moi Drodzy,

przed nami piękny czas Adwentu – czas nadziei, czas porządkowania życia i sumienia. Piszę do Was te słowa jednak w dniu, który (w nawiązaniu do pamiętnego krachu na giełdzie) został nazwany „czarnym piątkiem” i znacznej części społeczeństwa kojarzy się z dużymi rabatami i zakupowym szaleństwem.

I jak tu w świecie tak zdominowanym przez dobra materialne, przez rzeczy tego świata nawoływać siebie i innych do umiarkowania, do szukania głębszego wymiaru życia?

W niedzielę poprzedzającą Adwent liturgia przypomina wyraźnie, że naszym jedynym Panem i Królem jest Jezus i że Jego Królestwo nie jest z tego świata ! W odkrywaniu tego innego świata i jego bogactw pomagają nam adwentowi przewodnicy – Prorok Izajasz, Św. Jan Chrzciciel i przede wszystkim Maryja.

W jednym z listów pasterskich na Adwent Bp Józef Michalik tak pisał o Janie Chrzcicielu:

„Jest jeszcze jeden bardzo święty człowiek, który w Adwencie przygotowuje ludzi na spotkanie z Jezusem. Jego metoda przepowiadania jest bardzo dziwna. Żaden specjalista od wygrywania plebiscytów ani pozyskiwania wyborców by jej nie zalecił. Św. Jan Chrzciciel - bo o nim mowa - głosił takie oto słowa: nawróćcie się. Domagał się, aby ludzie zmienili życie i wydali godny owoc nawrócenia. Niekiedy posługiwał się bardzo dosadnymi słowami w upominaniu grzesznych słuchaczy, a mimo to cała okolica szła za nim.

Jak wytłumaczyć tę popularność wymagającego mówcy? Św. Mateusz ewangelista mówi mimochodem, że Jan nosił pokutne odzienie i surowo pościł, jedząc tylko to, co znalazł w lesie. Wiarę swoją w Mesjasza potwierdzał wyrzeczeniem i przez pokutę, duchowo przygotowywał się na spotkanie z Jezusem. Ewangelia opisuje piękną scenę pokornego spotkania tych dwóch niezwykłych osób: Jezusa i Jana Chrzciciela”.

I na koniec Biskup dodaje: „Nie lekceważmy umartwienia, wyrzeczenia i postu w przygotowaniu do Świąt. Duchowa ofiara i post w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie ma ważny wpływ na kształcenie charakteru i wyprasza dodatkową Bożą pomoc w trudnych sprawach”.

A tych trudnych spraw jest dużo w nas i wokół nas. Z jednej strony jesteśmy po radosnych obchodach 100-lecia Niepodległości, ale też krótko po wyborach i kilka dni po zaprzysiężeniu nowego prezydenta Warszawy. Jedna z czytelniczek „Do Rzeczy” komentując przegraną Patryka Jakiego napisała (podpisując się pod tezą wysnutą przez prof. Antoniego Dudka), że „Jaki przegrał nie z własnej winy, Jaki przegrał ze współczesnym człowiekiem, a ściślej – z jego hierarchią wartości i zasad”.

Sądzę, że wielu z nas podobnie tłumaczy sobie wynik wyborów w Warszawie i innych wielkich miastach. Sama pracuję w bardzo liberalnej instytucji i przeraża mnie duchowa ślepota i wynikająca z niej hierarchia wartości wielu moich koleżanek i kolegów. Na pewno wielu z Was zna to „z własnego podwórka”.

Jako chrześcijanie nie możemy jednak poddawać się demonowi zwątpienia i smutku, który atakuje duszę, ale „w Mocy Bożego Ducha”, jak głosi hasło nowego roku liturgicznego, przywoływać światło z góry, pamiętając, że to my odpowiadamy za poziom nadziei w świecie!

Mamy to czynić mocą Ducha Świętego, o którego "siedmiorakie Dary" prosimy w Adwentowych Kręgach, czyniąc jednocześnie pokutę, która jest potężnym narzędziem do walki ze złem i siłami ciemności. To pokuta jest kluczem do Bożego Miłosierdzia, które zdolne jest odwrócić bieg historii każdego z nas i całego świata. Nasz udział w tym odwracaniu biegu historii polega na „uginaniu kolan i karków”, a więc na modlitwie wzmocnionej postem i osobistym nawróceniu. Kościół i świat przeżywają trudny czas, ale Bóg jest wierny i objawia się tym, którzy Go szukają i pragną – pamiętajmy o tym!

Podejmijmy więc "ochotnym sercem" adwentową pokutę, prosząc Maryję, naszą adwentową przewodniczkę i patronkę, aby wypraszała nam, jako Oblubienica Ducha Świętego, Jego Dary.

A oto cały plan na Adwent:

• Pościmy tylko w piątki prosząc o Siedem Darów Ducha Świętego dla siebie i całego Kościoła oraz dołączamy intencję własną

W dniu postu uczestniczymy w Eucharystii w w/w intencjach

• Staramy się wypełnić jakiś uczynek miłosierdzia względem bliźnich

W soboty oddajemy szczególną cześć Maryi głównej przewodniczce Adwentu, uczestnicząc w Roratach i odmawiając franciszkańską Koronkę do Siedmiu Radości Matki Bożej lub Radosną Część Różańca. Można też odśpiewać Akatyst, Godzinki, odmówić Litanię Loretańską lub inną modlitwą uwielbić Maryję.

Terminy piątkowego postu (wspólnego dla wszystkich) to: 30 listopada (dla chętnych), 7, 14 i 21 grudnia. Bardzo zachęcam tych, którzy chcą i mogą, do podjęcia postu w trybie „medjugorskim”, czyli w środę i piątek – wówczas powstanie 7 terminów i będzie można rozważać każdy Dar Ducha Świętego i każdą Radość Maryi po kolei, a nie wszystkie naraz, jak w tej chwili. Gorąco zachęcam także do uczestnictwa w Roratach i wszelkiego rodzaju rekolekcjach.

Francuski kapłan i kaznodzieja ze Wspólnoty Błogosławieństw - Ojciec Jacques Philippe, w którego rekolekcjach uczestniczyłam i którego książki bardzo polecam, tak pisze o Maryi: „Jedną z sekretnych, ale uprzywilejowanych dróg Bożego objawienia jest tajemnica Dziewicy Maryi. Z radością obserwuję, jak bardzo Maryja jest dziś obecna w życiu świata, prowadząc ludzkie serca ku Bogu i szczególnie mocno edukując je w modlitwie. Powierzając się Matce Bożej i pozwalając się jej poprowadzić, dostąpimy prawdziwego poznania Boga. Dzięki niej zanurzymy się bowiem w modlitwie, a to właśnie tam Bóg się objawia, tam ukazuje swoje ojcowskie oblicze. (…) W Maryi Bóg czyni się pokarmem dla maluczkich. W niej znajdujemy Boga w Jego wielkości i majestacie, w niej dostrzegamy Jego siłę i mądrość, które całkowicie nas przerastają, ale równocześnie w niej odkrywamy Boga dostępnego, który nie przygniata, nie niszczy, ale nam się ofiarowuje po to, aby być naszym życiem”.

Oddajmy więc Maryi nasze życie i wszystkie jego sprawy. Dokonujmy oficjalnych Aktów Zawierzenia według Św. Ludwika Grignion de Montfort (i innych wielkich świętych zawierzenia) i odnawiajmy Akty już złożone (polecam tu jeszcze raz książkę Michaela E. Gaitley: „33 dni do Chwały Poranka” będącą przygotowaniem do Zawierzenia lub jego odnowienia). W tym duchu jako lekturę na Adwent polecam „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” – również tym, którzy już czytali. Jeśli Jan Paweł II czytał tę „małą, niebieską książeczkę poplamioną sodą” kilka razy, to nam też się przyda wrócić do tej lektury, która jest bez wątpienia majstersztykiem literatury maryjnej i lekturą obowiązkową dla czcicieli Maryi.

W tym miejscu proszę o modlitwę w intencji długo oczekiwanej beatyfikacji człowieka heroicznego zawierzenia - Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która może nastąpić, jak poinformował wicepostulator o. Gabriel Bartoszewski, pod koniec 2019 roku.

Tym, którzy mają dostęp do internetu, polecam wszystkie katechezy i rozmowy ks. Dominika Chmielewskiego (w wersji książkowej) - o Matce Bożej „Kecharitomene” i szczególnie dwa wystąpienia organizatora „Wielkiej Pokuty” i „Różańca do granic” – Macieja Bodasińskiego, pt.:”Los Polski wisi na włosku” i „Podnieście głowy”.

W linku „Świadectwa” zamieszczam nowe świadectwo – Magdy, które jest kolejnym dowodem skuteczności Aktu Zawierzenia Maryi.

Na koniec przekazuję Wam Słowo na Adwent i błogosławieństwo Księdza Jarosława Kwiatkowskiego, mojego kierownika duchowego z Płocka. Ksiądz Jarek Hybza MIC, który w ostatnich latach nam towarzyszył, został przeniesiony do Lichenia. Proszę o modlitwę za obu kapłanów.

„Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” – to gorące wołanie serca tęskniącego za bliskością i spotkaniem z Bogiem kolejny raz nabiera dla nas adwentowego smaku. Eliasz, Izajasz, Jan Chrzciciel – prorocy Czasu Oczekiwania na spełnienie się obietnicy Boga jeszcze raz będą przypominać nam o jednej z najbardziej podstawowych prawd wiary: Pan jest blisko, Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, czuwajmy, abyśmy nie ulegli pokusie zaspanych serc i opadłych rąk.

Jest przy nas przede wszystkim Maryja – Gwiazda Morza, Niepokalana Dziewica i Matka. Od niej uczymy się modlitwy i wyrzeczenia – to znaczy życia w obecności Boga i umiejętności przezwyciężania siebie. Praktyki, które podejmujemy, mają służyć wzrostowi naszej miłości. Niech nasze czuwające serca będą wrażliwe na Boga już obecnego pośród nas. Wielu ludzi również dziś pragnie ogłaszać się „bogami” – On jeden – prawdziwy Bóg, dla nas i dla naszego zbawienia, stał się prawdziwym człowiekiem. Umiejmy więc, czekając na radosny czas Bożego Narodzenia, już dziś dostrzegać Jego Obecność w będącym na wyciągnięcie naszego serca człowieku.

Na czas Adwentu niech Wam błogosławi Wszechmogący i Miłosierny Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.

 

Życzę Wam dobrze przeżytego Adwentu i radosnych Świąt Bożego Narodzenia

z modlitwą

 

Jola Kokoszewska, ADWENT 2018

 

MODLITWA DO MATKI BOŻEJ

Dziewico Matko,
bądź przy mnie, umacniaj i pogłębiaj w moim duchu pragnienie Boga.
Ty, Dziewico Milczenia, strzeż mojego skupienia, oddal ode mnie niepotrzebne fantazje, roztargnienia i zaniedbania.
Niewiasto posłuszna, pomóż mi otworzyć serce, zanim otworzę księgę, tak, aby stało się gościnnym domem dla Słowa.
Podpowiedz mi, Niewiasto Modlitwy słowa, które wzruszą serce Boga i sprawią, by On napełnił mnie obficie wiedzą i zrozumieniem.
Niewyczerpana Księgo, która dałaś światu do czytania wieczne Słowo Ojca, prowadź mnie w lekturze świętego tekstu, abym umiał znaleźć w każdym słowie jedyne Słowo, w którym Ojciec wyraża całkowicie samego siebie.
Ty, która jesteś Świątynią Ducha, wspieraj mnie w medytacji, bym był podobny do Ciebie Dziewico, która zachowujesz wszystkie sprawy rozważając je w sercu.
Niewiasto Modlitwy, daj mi uczestniczyć w tej radości, z jaką wielbiłaś Pana: niech Twoje uwielbienie i Twój śpiew staną się moimi.
Lustro odzwierciedlające doskonale Obraz Syna, uproś mi łaskę życia, które będzie wiernym wyrazem tego, co czytam, medytuję, o co błagam i co kontempluję, jak byłaś bliska Apostołom w Wieczerniku.