Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią

Słowo Pierwsze

 

Łk 23,34 

Walter Burghardt SJ „Miłość jest płomieniem Pańskim”:

Co jakiś czas, kiedy czytam Pismo Święte, stwierdzam, że jestem zdziwiony, czasami zszokowany. Ostatni szok? Pierwsze słowa Jezusa wypowiedziane przez Niego już z krzyża: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedza., co czynią” (Łk 23,34a). Dlaczego byłem zszokowany? Wziąłem pierwszorzędne, katolickie tłumaczenie Ewangelii wg św. Łukasza. Ku memu zdziwieniu, słów tych w tym tłumaczeniu nie było. Dlaczego nie było? Tłumacz nam to wyjaśnił. Słowa te nie występują w bardzo wczesnych rękopisach Ewangelii Łukasza, rękopisach ważnych, rękopisach z różnych obszarów geograficznych; nie ma ich w niektórych starożytnych tłumaczeniach. A więc powstaje pytanie: czy słowa te faktycznie stanowiły część własnego tekstu Łukasza? 

Jak wróciłem do równowagi? Kiedy, w głębi duszy, zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma znaczenia, czy Jezus wyrzekł te słowa z krzyża, czy nie. Jesteście zdziwieni? Nie trzeba. Widzicie bez przebaczenia Betlejem i Kalwaria nie mają sensu. Żłóbek i krzyż same są niemymi krzykami, niezapomnianymi wołaniami o przebaczenie - Betlejem początkiem, Kalwaria szczytem. Żeby to pojąć, musimy przemyśleć trzy wyjątkowo prawdziwe rzeczywistości: grzech, naszego Zbawiciela, nas samych. 

 

Za Kalwarią stoi, unoszące się nad krzyżem, przerażające słowo: grzech. Większość Amerykanów woli o grzechu nie myśleć, fałszywie go tłumaczy. Mówi się nam, że grzech to katolickie poczucie winy. Grzech jest bronią, której używali objazdowi kaznodzieje, nadal używają jej telewizyjni ewangelizatorzy, aby wygnać nam diabła zza skóry, a wraz z nim nasze pieniądze. Grzech nie ma sensu w wyrafinowanej kulturze. 

Rzeczywistość jest przerażająco inna. Z powodu grzechu jedyny Syn Boga pożyczył sobie nasze ciało i przybił je do krzyża. Widzicie, grzech powoduje odłączenie. Na czterech poziomach. Po pierwsze, grzech odłącza nas od naszego Boga. Grzeszyć ciężko to nie tylko manipulować Funduszem Powierniczym, to nie tylko spać z małżonkiem kogoś innego. Grzeszyć to zerwać więź, zniszczyć relację, odsunąć siebie od Boga i Bożej miłości. Przypomnijcie sobie ogród Eden i pierwszą pokusę: jeśli zjecie zakazany owoc, „tak jak Bóg będziecie” (Rdz 3, 5). Przypomnijcie sobie, jak pierwszy człowiek sprzeciwił się Bogu, który go ukształtował z miłości, który go ukształtował dla miłości.

Po drugie, grzech dzieli nas wewnątrz samego naszego „ja”. W grzechu jestem wewnętrznie podzielony, nie jestem tą jedną osobą, taką, jaką mnie Bóg ukształtował. Przypomnijcie sobie tę schizofrenię, nad którą ubolewał św. Paweł: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę” (Rz 7, 15). Stworzony na obraz Boga, przestaję być Bożym obrazem. 

Po trzecie, grzech odłącza nas od siebie nawzajem. W jaki sposób? Dlatego, że grzech niszczy wspólnotę, osłabia rodzinę, którą Bóg miał w zamyśle podczas stwarzania. Przypomnijcie sobie mordercę Kaina, odpowiadającego na pytanie Boga: „Gdzie jest brat twój, Abel?” „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). Przypomnijcie sobie sześć milionów naszych sióstr i braci Żydów wymordowanych przez nienawiść jednego człowieka. Przypomnijcie sobie nienawiść, która dzieli bogatych i biednych, czarnych i białych, mężczyzn i kobiety. 

Po czwarte, grzech odłącza nas od Ziemi. Przypomnijcie sobie, jak gwałcimy Ziemię, która nas karmi, dewastujemy ją naszym zanieczyszczaniem środowiska i pestycydami, naszymi odpadami i naszą obojętnością. Zauważcie także, jak rzeczy, które uważaliśmy za oczywiste, teraz odmawiają nam posłuszeństwa, jak ziemia, morze i niebo biorą na nas odwet, jak potwór, którego ukształtowaliśmy, grozi, że nas udusi. 

 

II 

Jakie jest rozwiązanie problemu grzechu? Bóg niewiarygodnie pełen wyobraźni. Bóg, którego wolą było zbawić nas od grzechu i od siebie samych. W jaki sposób? Nie poprzez wysłanie anioła z telegramem o przebaczeniu. W słowach Jana Ewangelisty jest wszystko: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). „Dał” to taka nieadekwatna monosylaba. Syn Boży przyjął nasze ciało. Został zrodzony z ciała matki tak, jak my się rodzimy. Nabierał wiedzy i mądrości, tak jak my, od matki i ojca oraz nauczycieli Prawa. Przez trzy lata był bezdomny, jak trędowaci, których uzdrawiał. Przekonał się, jakie to uczucie, gdy człowiek zgłodnieje i się zmęczy, gdy krewni myślą, że oszalał, a jego ziomkowie próbują zrzucić go ze skały. Czuł ciernie na skroni, a baty na plecach, doświadczył uczucia opuszczenia przez Boga, umarł, jak my umieramy, nie z doświadczeniem zmartwychwstania, ale z wiarą w swego Ojca, z nadzieją na życie bez końca. 

Jedno słowo podsumowuje życie i śmierć Jezusa: miłosierdzie. W Jezusie ucieleśniło się Boże miłosierdzie. Jest On, zgodnie z głębokim określeniem Pisma Świętego, „Bogiem z nami”. W Nim Bóg wkracza do historii, naszej historii, jako Bóg cierpiący, Bóg, który nosił naszą słabość, czuł nasz strach, wypił nasz gorzki kielich odrzucenia i samotności. Jest On wcielonym miłosierdziem, miłosierdziem Bożym w słabym ludzkim ciele. Wszystko, co uczynił od Betlejem do Kalwarii, wypływało z wnętrza Jego miłosierdzia. Nie zimna idea; miłosierdzie jest miłością przenikającą całą osobę.

A Kalwaria? Kalwaria jest szczytem miłosierdzia. Doprawdy tak, Kalwaria sama jest Bożym wołaniem o przebaczeniu. Jednakże nie jakimś mglistym słowem wybaczenia, „Wybaczam ci”. Przebaczenie Kalwarii to ogromne, cudowne dzieło pojednania. Przebaczenie Kalwarii umożliwia jedność, harmonię, na czterech poziomach, które istniały w Edenie, a które zniszczył grzech.

  1. Znowu, jak w Edenie, mogę być jedno z moim Bogiem w serdecznej miłości, uczestniczyć w życiu Ojca, Syna i Ducha Świętego obecnego we mnie. 
  2. Przy pomocy łaski Chrystusa mogę być jedną, całą osobą, spokojnego ducha pomimo nieszczęsnych słabości, już nie rozdarty wewnętrznie przez szatana, przez grzech, przez swoje „ja”. 
  3. Dzięki dynamizmowi Ducha Świętego mogę wykorzenić drobne animozje i nieludzkie nienawiści, które rozczłonkowują rodzinę ludzką, potrafię kochać moje siostry i braci, tak jak Chrystus ukochał i kocha mnie. 
  4. Znów, jak w Edenie, umiem czcić Ziemię, z którą tak lekkomyślnie się zabawiam, staję się rządcą Bożego stworzenia, a nie jego despotycznym władcą, troszczę się o dzieła Boże, o których Bóg powiedział szóstego dnia stworzenia: „wszystko (...) było bardzo dobre” (Rdz 1,31). 

Na koniec, co z nami? Przebaczenie stwarza trojakiego rodzaju problemy. Po pierwsze, mogę stracić nadzieję na Boże przebaczenie. W swej grzeszności mogę powtarzać zrozpaczony krzyk Kaina do Pana: „Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść” (Rdz 4, 13). Moje grzechy są zbyt potworne, by zostały wybaczone. Nie. Jeśli taki jest twój wstyd, uklęknij przed Chrystusem na Kalwarii. Zobacz te rany nie jako gniew Boga na grzeszną ludzkość: „Popatrzcie, coście mi zrobili!”. Zobacz te rany jako Boże miłosierdzie: „Zobaczcie, jak bezgranicznie was kocham!”. Jedyną rzeczywistością potężniejszą niż grzech jest miłość - miłość Boża i wasza. 

Drugi problem: mogę nie chcieć przebaczyć samemu sobie. Jesteśmy dziwnymi istotami i możemy się biczować, smagać swego ducha bez litości. Żal jest rzeczywiście wymagany, gdy grzesząc powiedziałem do Boga: „Nie będę posłuszny”, powiedziałem do siostry lub brata: „Nienawidzę cię". Jednakże żal nie jest celem samym w sobie, żal jest nowym początkiem. Prawdziwie żałujący mówi do ukrzyżowanego Chrystusa: „Jeśli Ty mogłeś umrzeć z miłości do mnie, ja przynajmniej mogę żyć dla miłości do Ciebie”. 

Trzeci problem: modlitwa, którą zostawił nam nasz Pan, prośba w Ojcze nasz : „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jako i my odpuszczamy. Co jakiś czas muszę siebie zapytać: czy naprawdę tak myślę? Czy do tego stopnia, w jakim przebaczam innym, czy do tego stopnia chcę, drogi Panie, abyś mi przebaczył? Nie mam zamiaru rozwiązywać złożonych kwestii związanych z przebaczeniem. Czy Palestyńczycy powinni przebaczyć Żydowi z Brooklynu, który zamordował 29 ich braci i sióstr w meczecie w Hebronie? Czy amerykański Żyd powinien przebaczyć nazistom, którzy zagazowali jego rodziców pół wieku temu? To są złożone pytania, nie do rozstrzygnięcia w homilii. Zamiast napominać was ze szczytu niewiedzy - niewiedzy o was i waszych prawdziwych problemach - zakończę prawdziwą historią, która wywodzi się ze Środkowego Wschodu, z niedawnych czasów. 

W Jordańskim Królestwie Haszemidzkim, w maleńkim miasteczku zwanym Mafraq, dwóch młodych Beduinów wdało się w bójkę, upadając w furii na ziemię. Jeden chłopak wyciągnął nóż, ugodził nim śmiertelnie drugiego. Przerażony uciekał przez wiele dni przez pustynię, uciekał przed żądnymi zemsty krewnymi zabitego, uciekał, by znaleźć beduiński azyl, „namiot schronienia”, ustanowiony przez prawo dla tych, którzy zabijają przypadkiem lub w gniewie. W końcu dotarł do czegoś, co mogło okazać się schronieniem - do obozowiska czarnych namiotów wędrownego szczepu. Rzucił się do stóp jego przywódcy, wiekowego szejka, i błagał go: „Zabiłem w gniewie; błagam o twą opiekę; proszę o azyl twego namiotu”. 

„Jeśli Bóg tak chce”, odpowiedział starzec, „udzielam ci go tak długo, jak długo z nami pozostaniesz”. 

Kilka dni później szukający pomsty krewni wytropili zbiega w jego schronieniu. Zapytali szejka: „Widziałeś tego człowieka? Jest tutaj? Chcemy go dostać w swoje ręce”. 

„Jest tutaj, ale nie dostaniecie go”. 

„On zabił, a my, najbliżsi krewni zabitego, ukamienujemy go zgodnie z prawem”. 

„Nie zrobicie tego”. 

„Żądamy wydania go!” 

„Nie. Chłopiec jest pod moją opieką. Dałem swe słowo, obietnicę azylu”. 

„Ale ty nie rozumiesz. On zabił twego wnuka!” 

Wiekowy szejk zamilkł. Nikt nie ośmielił się przemówić. Potem, z widocznym bólem, z palącymi łzami na twarzy, starzec wstał i bardzo powoli rzekł: „Mój jedyny wnuk - nie żyje?” 

„Tak, twój jedyny wnuk nie żyje”. 

„Zatem”, powiedział szejk, „zatem ten chłopiec będzie moim synem. Przebaczam mu i będzie z nami mieszkał jako jeden z mojej rodziny. Idźcie już, na tym koniec".