Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju

Słowo Drugie

Łk 23,43 
Trzej dorośli mężczyźni - wszyscy ukrzyżowani razem jako przestępcy. Jakie myśli snują się im po głowach, gdy życie wycieka z ich ciał? Dwóch z nich - Żydzi, czy niewierzący, nie wiemy; wiemy tylko, że byli bandytami, rabusiami, rozbójnikami. Obydwaj skupiają swą uwagę na mężczyźnie w środku. Jeden z nich chce koniecznie uciec w ostatniej chwili, w stylu Houdiniego. Podchwytuje okrzyk szydzącego tłumu, prowokuje mężczyznę w środku: „Czy ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”.

 

Drugi bandyta nie myśli o ucieczce; zwraca się w innym kierunku. Przyznaje się do winy, karci swego towarzysza przestępcę: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. Potem, pod wpływem porażającego daru łaski, uznaje królewski status skazańca w środku: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Odpowiedź Jezusa jest równie oszałamiająca: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23, 39-43). 
Dlaczego ten epizod jest tak ważny w Łukaszowej relacji Męki Pańskiej? By na to odpowiedzieć, skoncentrujmy się na trzech pytaniach. 
1. Jakie jest znaczenie „dobrego łotra”? 
2. Jakie jest znaczenie „złego łotra"? 
3. Co istotnego mogą ci dwaj skazańcy powiedzieć tobie i mnie? 


Po pierwsze, dobry łotr. Dlaczego ma on aż takie znaczenie, że Łukasz włącza ten epizod do swej Ewangelii? Dlatego, że tutaj jest punkt szczytowy Łukaszowego opowiadania o Kalwarii. Tutaj macie historię zbawienia w miniaturze, wszystko w pięciu szybkich wersetach. Epizod ten zaskakująco żywo streszcza to, co Syn Boży osiągnął przyjmując nasze ciało. Mówi, co Kalwaria uczyniła dla nas wszystkich, opowiadając o tym, co Kalwaria uczyniła dla jednego z nas. Ilustruje to, co Jezus powiedział, kiedy faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali na Niego do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?” Jezus im wyjaśnił: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mk 2, 16-17; Łk 5, 30-32).

 

Na Kalwarii jeden szczególny grzesznik, bandyta, przyznaje, że jest grzesznikiem, jest winnym złodziejstwa, a może jeszcze wielu innych rzeczy. Uznaje, że on i jego towarzysz cierpią „sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki” (Łk 23, 41). I zwraca się do Jezusa, tak naprawdę nie wiedząc, kim On jest. Nie mówi do Niego „Panie”, mówi do Niego „Jezu”. Jednakże jakoś poprzez krew, pot i łzy dociera do niego królewskość Jezusa. Żałuje za swe grzechy; prosi tego nieznajomego, tego sprawiedliwego człowieka, tego „króla”, aby o nim pamiętał. Błaga, aby Jezus o nim pamiętał w przyszłości, której nawet nie potrafi sobie wyobrazić. „Prosi o udział w miłosierdziu, którego udzielić może tylko król” A Jezus? Tak jak to ujął św. Ambroży z Mediolanu piętnaście wieków temu: „Obfitsza jest okazana łaska niż uczyniona prośba”. Tak jak często przedtem, Jezus odpowiada hojnością, która przewyższa prośbę: „Dziś będziesz ze Mną”.

 

Nie zatrzymujcie się długo nad słowem „dziś”. Nie oznacza ono kalendarzowego dnia ukrzyżowania, nie oznacza, że Jezus i dobry łotr spotkają się w niebie w pierwszy Wielki Piątek. Oznacza dzień zbawienia zapoczątkowany śmiercią Jezusa. Oznacza, że łotr będzie z Jezusem zawsze. Tutaj jest zbawienie w swej najprostszej i najbardziej zdumiewającej formie: skruszony grzesznik z Jezusem przez wieczność. 

II 
Pytanie drugie: jakie jest znaczenie złego łotra? Wyobraźcie sobie jeszcze raz tę scenę. Dwóch grzeszników przybitych do krzyży. Krzyży bardzo podobnych do krzyża Jezusa. Każdy jest ukrzyżowany obok Jezusa, ale tylko jeden jest ukrzyżowany z Jezusem. To ten, który przyznał się do swych zbrodni, wyraził swój żal, wyznał swe pragnienie bycia z Jezusem w Jego królestwie, nawet współczuł niewinnemu człowiekowi ukrzyżowanemu tak blisko niego. Ten drugi? Potrafił myśleć tylko o tym, jak uciec, w jaki sposób ten facet, który miał być Mesjaszem, mógłby użyć swej magicznej siły, aby wszystkich trzech uwolnić z krzyży. „Wybaw więc siebie i nas”

(Łk 23, 39). Co za ironia! „Wybaw nas”. 
Krótko mówiąc, jest to ciemna strona historii zbawienia. Strona, gdzie „wybaw” ma tylko jedno znaczenie: Zdejm mnie z mojego krzyża! Jest to często powtarzany szyderczy okrzyk na Kalwarii. Okrzyk przywódców ludu: „...niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym”. Okrzyk żołnierzy: „Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie” (ww. 35-37). Podejrzewam, że prawdopodobnie ten okrzyk bardziej niż inne rozdarł serce Jezusa. Krzyż miał być drogą do zbawienia całego świata. A świat nie przestaje krzyczeć z arcykapłanami i uczonymi w Piśmie: „...niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwierzyli” (Mk 15, 32). Niechże zejdzie. 
Oczywiście, mógł był zejść. Ale jakim kosztem dla nas? Nasuwa to moje trzecie pytanie: co ci dwaj skazańcy mogą mówić tobie i mnie ?

III 
W 1982 roku Graham Greene opublikował zachwycającą powieść zatytułowaną Monsignore Kichote. Podróżujący z wyjątkowym „burmistrzem komunistą”, hiszpański ksiądz ma „koszmarny sen”, który go nie opuszcza jak chodząca po głowie „piskliwa nuta”. Przyśniło mu się wtedy, że Chrystus został uratowany przez legion aniołów, do których mógł się zwrócić za wcześniejszym przyzwoleniem diabła. W ten sposób nie było ostatecznego konania ani ciężkiego głazu do odsunięcia, ani też odkrycia pustego grobu. Ojciec Kichote stał i patrzył na Golgotę, kiedy Chrystus schodził z krzyża triumfujący i gorąco witany. Rzymscy żołnierze, nawet centurion, uklękli, żeby Go uczcić, a ludność Jerozolimy biegła na wzgórze, żeby oddać Mu hołd. Uczniowie pełni szczęścia tłoczyli się wokół Niego. Matka uśmiechała się poprzez łzy radości. Nie było niejasności, nie było miejsca ani na zwątpienie, ani na wiarę. 
Cały świat wiedział z niezachwianą pewnością, że Chrystus jest Synem Bożym. 
Był to tylko sen, no tak, tylko sen, niemniej ojciec Kichote obudził się z dreszczem rozpaczy, jaki odczuwa człowiek, kiedy nagle uświadamia sobie, że obrał zawód, który nikomu na nic nie może się przydać, że musi nadal żyć jakby na Saharze, na pustyni, bez zwątpienia i bez wiary, gdzie każdy ma pewność, że tylko jego racje są słuszne. Ocknął się szepcząc: „Boże, zbaw mnie od tej pewności!”. 
Tak, Jezus mógł był zejść z krzyża. Kiedy Ojciec, Syn i Duch Święty mieli tajne spotkanie na szczycie na temat, jak najlepiej wybawić świat, Trójca Święta mogła była optować na rzecz różnego rodzaju tryumfalnych scenariuszy, ze snem księdza Kichote włącznie. Dlaczego ten, gdzie Bóg-człowiek wykrwawia się na śmierć na krzyżu przestępcy, nie chcąc z niego zejść? Najlepsza odpowiedź, jaką my ludzie możemy pojąć, została sformułowana przez samego Jezusa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat...” (J 3, 16). Lub bardziej osobiście w rozradowanym okrzyku św. Pawła: „[Syn Boży] umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20). I może śmiało okazać się prawdą, że najpewniejsza droga do przyciągnięcia mojej miłości nie wiedzie przez tryumfalny pokaz Boskiej mocy, ale dzięki realnemu doświadczeniu przez Boga-człowieka, co to znaczy być człowiekiem, śmiać się i płakać, urodzić się i umrzeć. 
Tak więc Bogu niech będą dzięki za tych dwóch złoczyńców sprawiedliwie ukrzyżowanych na Kalwarii. Zły łotr mówi mi, że nie wystarczy, abym był przybity do krzyża obok Jezusa; dobry łotr mówi mi, że muszę być ukrzyżowany z Chrystusem. Wtedy właśnie mogę szczerze powiedzieć ze świętym Pawłem: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24). 
Dobrych parę lat temu pewien kaznodzieja z wyobraźnią głosił, że na krzyżu udała się dobremu łotrowi jego najbardziej porywająca kradzież: ukradł niebo. Cenna myśl, ale nie całkiem prawdziwa. Nikt nie kradnie nieba. Dochodzę do raju, dochodzę do Boga, bo Bóg mi to łaskawie daje. A dochodzę do tego łącząc mój krzyż z krzyżem Chrystusa. Jego wyzwanie jest niedwuznaczne: jeśli chcę być Jego uczniem, jeśli chcę iść za Nim, muszę „co dnia” brać „krzyż swój” (Łk 9, 23). 
Krzyż jest czasem prawie nie do udźwignięcia. Nawet Jezus to odkrył. Jednakże nie czynię krzyża możliwym do udźwignięcia, schodząc z niego. Staje się on ciężarem, który mogę unieść wtedy, gdy jestem ukrzyżowany z Chrystusem. Dobry łotr to odkrył.