Rozważając tajemnicę zwiastowania na pewno zastanawiamy się czasem , dlaczego Bóg wybrał konkretnie tę młodą kobietę w tym właśnie czasie historii świata, aby przeprowadzić tak niezwykły plan?Bez względu na to, jak długo byśmy rozmyślali nad tą tajemnicą, dojdziemy chyba do podobnego wniosku, jak Ruth Rees w swojej książce „Różaniec w czasie i przestrzeni”. Autorka pisze: ”Pozostaje faktem, że z powodów pozostających poza naszymi ziemskimi możliwościami poznania, ten konkretny moment wybrany przez Boga na Zwiastowanie był unikalny. Jakaś Boska koniunkcja okoliczności na Ziemi, a być może i we wszechświecie, zbiegła się, aby ukazać właściwą osobę we właściwym czasie i przestrzeni: Maryję z Nazaretu”.
Godząc się na taką odpowiedź, zastanawiamy się z kolei nad tym, jaka mogła być reakcja Maryi, jak Ona mogła się wtedy czuć? Święty Łukasz pisze, że Maryja „zmieszała się” na pozdrowienie Anioła Gabriela. Podobnie jak Ruth Rees, sądzę, że „zmieszała się”, to lekko powiedziane. Być może bardziej adekwatnym określeniem byłoby, że „była w szoku”. Na pewno po usłyszeniu obietnicy zapadło milczenie, milczenie, podczas którego całe niebo zawisło u ust Maryi czekając na Jej odpowiedź, milczenie, w którym ważyły się losy świata. Na pewno przez serce i umysł Maryi przewinęło się w błyskawicznym tempie mnóstwo wątpliwości i pytajników, jednakże będąc świadomą, że właśnie całe niebo, że to sam Bóg czeka na Jej odpowiedź, odrzuciła wszystkie obawy i udzieliła odpowiedzi najpiękniejszej z możliwych: ”Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa Twego” godząc się tym samym na swą kluczową rolę w historii zbawienia. Maryja, choć „pełna łaski” nie miała pełni poznania, nadal była człowiekiem, była bardzo młodą i prostą dziewczyną, a więc w chwili swojego „fiat” nie rozumiała tego, co się dzieje, wiedziała, że skacze jakby w przepaść, wchodzi w tajemnicę, która ją nieskończenie przerasta, ale godziła się na to, ufając, że „Bóg wie, co robi”. Odpowiedź anioła, że „moc Boska ją osłoni” nie wyjaśniła jej zbyt wiele w pierwszym momencie, ale wierzyła, że Bóg będzie stopniowo doświetlał kolejne etapy i elementy swej obietnicy, że jej zrozumienie przyjdzie z czasem, przez współpracę z łaską i tak też się stało. Ale najpierw trzeba było długo nosić te wszystkie sprawy w swoim sercu i ufać, ufać, ufać. Maryja zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko, co ją spotyka, przychodzi z zewnątrz i jest darem Boga, że to dzieje się z Jego inicjatywy i że tak już pozostanie, a Ona sama z siebie nic więcej nie może uczynić, jak tylko zgadzać się na to, jak tylko powtarzać swoje „fiat” bez względu na okoliczności.
Wilfried Stinissen trafnie oddaje relację między Bożym i ludzkim działaniem pisząc: „Nie dzieje się tak, że Bóg czyni 80 %, a człowiek swoje 20 %. Nie, Bóg czyni 100% i człowiek 100%, ale każdy na swój sposób. Bóg jest sprawcą dzieła, a człowiek na nie przyzwala. Ludzka cząstka to przyzwolenie.” I właśnie Maryja przez swoje przyzwolenie, przez zgodę na Boży plan wykonała już jakby całą pracę, owe 100% ze strony człowieka i dlatego dostąpiła tak wielkiego wyniesienia. Dała Bogu tylko tyle, ale i aż tyle! Dała Mu wszystko, czego On potrzebuje ze strony człowieka. Zgłębiając pierwszą radość Maryi widzimy, że nie była ona tylko samą radością, taką „bez domieszki”, ale raczej była od początku na wskroś paschalna. Cała sytuacja, w jakiej się znalazła Maryja była nie tylko wzniosła, ale i prawdziwie dramatyczna. Świadczy o tym napięcie, jakie się wytworzyło na pewno między Maryją i Józefem, którego przecież szczerze kochała. Bo jak miała mu wytłumaczyć, że „z Boga jest to, co się w Niej poczęło”, że nie jest jawnogrzesznicą, lecz świętą, że za Jej rosnącą ciążą nie kryje się obcy mężczyzna, lecz Duch Święty ? Rozumiała duchową udrękę Józefa i szczerze mu współczuła, ale na razie nie mogła mu pomóc, czuła, że nie może jeszcze wyjawić Mu prawdy, gdyż jej nie zrozumie, a więc, że inicjatywa znów należy do Boga. Toteż gorąco Go prosiła o specjalne światło dla Józefa i je wyprosiła.W katechezach Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej bardzo trafnie przedstawiona jest scena zwiastowania, dlatego pozwolę sobie przytoczyć dłuższy fragment tekstu: ”Przypatrzmy się najpierw zwiastowaniu. Przywykliśmy już nieco do tego wydarzenia. W naszej tradycji ma ono nastrój trochę sielankowy, pozbawiony napięcia jakie musiało towarzyszyć młodej dziewczynie z Nazaretu. Co naprawdę przeżywała Maryja? (…) Pomimo wielu pytań, które nosi w swoim sercu, nie przestaje ufać Bogu. Nie podejmuje działania, wierząc, że Bóg sam wypełni w niej obietnicę. Nie stara się wytłumaczyć Józefowi, że spodziewa się Syna, ale pozostawia tę sprawę Bogu. Bóg posyła anioła do Maryi, ale nie wiadomo dlaczego „spóźnia się” z wiadomością dla Józefa. Wiemy przecież, że Józef chciał ją odprawić, aby Jej nie zhańbić. Jaki straszny dramat musiał się rozegrać pomiędzy nimi. Dlaczego Bóg do tego dopuścił? Przecież mógł równocześnie posłać anioła do Józefa i nie dopuścić do cierpienia. Ale Bóg chciał, by ich miłość została wypróbowana poprzez cierpienie, by obumarli, aby wydać owoc. Zobaczmy teraz jak Maryja zareagowała na obietnicę Bożą. Anioł mówi:oto poczniesz i porodzisz Syna. My już przyzwyczailiśmy się do faktu, że Maryja poczęła dziewiczo. Ale pamiętajmy, że to nie jest normalne! Maryja jednak nie zwątpiła. Nie powiedziała do Anioła: „Słuchaj, to niemożliwe. Nie współżyję z żadnym mężczyzną, Bóg wie, że zrezygnowaliśmy ze współżycia z Józefem”. Maryja także nie przeszła do działania: nie postanowiła, że oto rozpoczynają współżycie. Przyjęła zapowiedź z wiarą. I dopiero wtedy spytała się: Jak to się stanie? W swej wierze przyjęła postawę biernego, ale oczekującego wsłuchiwania się w wolę Boga. Nie podjęła żadnego działania zewnętrznego, ale w Jej wnętrzu toczyła się wielka walka o wierność. Zewnętrzna bierność Maryi posunęła się jeszcze dalej! Nie poszła tłumaczyć Józefowi, co się z Nią dzieje. Nie poszła się usprawiedliwiać: „Mam w swoim łonie Mesjasza. Bóg to sprawił!” Pozostawiła działanie Bogu, który „musiał” osobiście przemówić do Józefa. Sama wszystko rozważała w swoim sercu. To był heroizm wiary! (…) Wewnętrznie Maryja wykonuje pracę kolosa, przenosi góry. Czcijmy Maryję poprzez naśladowanie Jej postawy wobec Słowa Bożego, wobec obietnicy. Prawdziwa pobożność Maryjna to przede wszystkim naśladowanie wiary Maryi. Wiary, która jest ponad emocjami, odczuciami(…), która przekracza możliwości rozumu i ludzkiej logiki, wiary, która wyraża się poprzez wierność i pełne modlitewnego napięcia oczekiwanie. Jezus wiszący na krzyżu daje nam odpowiedź: Weź Maryję do siebie. Uczyń Ją Matką swojej wiary. Ona może cię wziąć do swego łona i nauczyć cię żyć obietnicą. A Słowo stanie się w tobie ciałem.” Co stałoby się, gdyby Maryja nie uwierzyła, że prosta dziewczyna z Nazaretu może być matką Mesjasza, gdyby Abraham nie uwierzył, że mimo podeszłego wieku będzie mieć syna, gdyby święty Piotr zwątpił, że to właśnie on, który zaparł się Pana, będzie skałą dla Kościoła, gdyby Faustyna nie uwierzyła, że nawet po trzech klasach szkoły podstawowej można zostać sekretarką samego Boga? Rozważając pierwszą radość Maryi, prośmy Ją o łaskę wiary większej, niż ziarnko gorczycy, wiary na Jej miarę, abyśmy i my mogli dostępować obietnic, których nie da się pojąć ani zgłębić ludzkim rozumem, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. To tylko my wiążemy Mu ręce swoją małodusznością i czasem opłakujemy te niby „niespełnione” obietnice, które On wciąż chce wypełnić, tylko w „swoim” czasie i na swój sposób, zawsze o niebo piękniejszy od naszej ciasnej wizji. Jeżeli mało otrzymujemy, to tylko dlatego, że mało ufamy. Wielkość cudów i obietnic w naszym życiu jest zależna od nas samych, od naszej wiary pokładanej w Bogu, którego hojność nie ma ograniczeń, to tylko my sami nie chcemy z niej czerpać.
Stolico Mądrości wypraszaj nam Dar mądrości, abyśmy zdołali pojąć tę Bożą logikę i matematykę i mogli dostępować wielkich obietnic również w naszym życiu. Amen.